Mimo, że Narodowy Fundusz Zdrowia ma coraz więcej pieniędzy, to i tak może zabraknąć ich w szpitalach. Przede wszystkim na pensje. W takiej sytuacji lecznice znów mogą się zacząć zadłużać. Jeśli w tej kwestii nic się nie zmieni i NFZ nie zweryfikuje swojego stanowiska, będzie gorąco - zapowiadają dyrektorzy szpitali.

Burza, która zbiera się nad szpitalami, związana jest z tzw. ustawą wedlowską (została uchwalona 22 lipca 2006 roku). Dzięki niej udało się zgasić strajki w szpitalach, bo gwarantowała, że NFZ poza pieniędzmi na leczenie wypłaci szpitalom i przychodniom dodatkowe pieniądze na podwyżki dla pracowników. Ustawa miała obowiązywać tylko rok, ale pielęgniarki, które w minionym roku pod kancelarią premiera rozbiły namiotowe białe miasteczko, wywalczyły jej przedłużenie. Ustawa ma przestać obowiązywać z początkiem przyszłego roku. Pieniądze, które do tej pory otrzymywały szpitale na realizację podwyżek nie zostaną włączone w całości do ogólnego kontraktu na leczenie.

- Jest to dla nas szok, bo przecież NFZ ma teraz więcej pieniędzy niż kiedykolwiek - mówi Jan Węgrzyn, dyrektor Szpitala Rejonowego w Zabrzu Biskupicach.

Zgodnie z ustawą szpitale dostawały na podwyżki 13 proc. ogólnej kwoty kontraktu. Skoro więc w szpitalu w Biskupicach tegoroczny kontrakt opiewa na 41 mln zł, plus ponad 5 mln zł na podwyżki, łatwo policzyć, że dyrektor Węgrzyn spodziewał się w przyszłym roku kontraktu na co najmniej 46 mln zł. Wie już jednak, że pieniędzy będzie miał mniej.

Aby starczyło na podwyżki, NFZ powinien zapłacić za punkt co najmniej 54 zł. Zapłaci jednak tylko 51 zł.

- Policzyliśmy już wszystko i wyszło, że zabraknie nam na podwyżki 2,5 mln zł. Nie obniżymy ludziom pensji, bo tego nie zniosą, więc zaczniemy się zadłużać - denerwuje się Anna Knysok, wicedyrektorka Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.

- Na nowe stawki nie chcą się też zgodzić szefowie szpitali klinicznych. - Spodziewamy się wszystkiego najgorszego, bo przy takich stawkach nie da się przeżyć - mówi Zbigniew Swoboda, dyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach.

- Kwota 51 zł za punkt została ustalona na spotkaniach prezesa NFZ z dyrektorami oddziałów i nie możemy jej zmieniać - odpowiada Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego oddziału Funduszu.

Jacek Kopocz dodaje, że szpitale mogą podczas negocjacji zaproponować wyższe stawki, ale wtedy ich oferty będą niżej oceniane. - To naturalne, że skoro zaproponują nam leczenie droższe od innych, to będziemy woleli tych, którzy oferują niższe stawki - wyjaśnia Kopocz.

Cała ta sytuacja niepokoi związkowców. - Niewykluczone, że znów będziemy protestować - zapowiada Krystyna Ptok z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

- Skoro Fundusz ma więcej pieniędzy, to dlaczego szpitalom chce ich dać mniej. To bandytyzm - oburza się Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Na centrali NFZ takie głosy nie robią póki co wrażenia. Skoro plan finansowy na 2009 rok zaakceptowali ministrowie finansów i zdrowia, to ma on poparcie rządu i to się dla NFZ-etu najbardziej liczy.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH