Po nocnych, dobrze wynagradzanych dyżurach lekarze "urywają się" z gorzej wycenianej dniówki. Dyrektorzy szpitali to tolerują i bez zmrużenia oka płacą pensje nieobecnym. Spóźnianie się i wychodzenie przed końcem pracy, by zdążyć np. na drugi etat, tolerowano, gdy lekarze zarabiali gorsze. Ale teraz przelewy na konto medyków są w wielu szpitalach nie takie małe - pisze Gazeta Wyborcza.

- Rzeczywiście, ubiegłoroczne podwyżki sprawiły, że wynagrodzenia są zdecydowanie lepsze - przyznaje dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego na Parkitce Kazimierz Pankiewicz. - No i dużo więcej lekarze otrzymują za dyżury.

Na Parkitce oraz w Miejskim Szpitalu Zespolonym lekarze pracują zawsze na pierwszą zmianę. Obsadę po południu i w nocy zapewniają zewnętrzne firmy, angażujące pracowników wyłącznie tych placówek. Lekarz po południu czy w nocy nie jest więc formalnie pracownikiem szpitala, choć pełni w nim dyżur. Taka operacja pozwoliła ominąć przepisy, zakazujące zbyt długiej nieprzerwanej pracy.

Ale oznacza to, że po nocnym dyżurze lekarz powinien normalnie przepracować pierwszą zmianę. Medycy po dyżurze podpisują listę obecności i - sprawdziliśmy - prędzej czy później wychodzą ze szpitala, nie doczekawszy godz. 15.30, do której powinni pracować - pisze GW.

W niektórych polskich szpitalach dyrektorzy zaczęli baczniej przyglądać się swoim pracownikom: tu i ówdzie zamontowano czytniki kart, a nawet czytniki biometryczne. Systemu, precyzyjnie notującego, o której lekarz przyszedł i wyszedł, nie ma dotąd w Częstochowie.

- Zainstalowanie takich urządzeń byłoby takie trochę fabryczne. Praca w szpitalu jest przecież nieco inna... - stwierdza Dariusz Kopczyński, zastępca dyrektora Miejskiego Szpitala Zespolonego. - Miernik biometryczny mógłby się źle kojarzyć.

- Mierniki czasu pracy wprowadziłyby tylko złą atmosferę - wtóruje dyrektor Pankiewicz z Parkitki. - Jak lekarz chce wyjść wcześniej do domu, to pisze do mnie podanie i wówczas za nieprzepracowane godziny mu nie płacę. Czy wszyscy postępują uczciwie? Nie wiem. Mam nadzieję, że tak. Gdybym chciał wprowadzić do państwowej instytucji tak żelazną dyscyplinę pracy, to wydajność by spadła. Trzeba być przecież elastycznym. Jak ktoś zrobił wszystko, co miał do zrobienia, do godziny 14, a jest po dyżurze, to niech idzie do domu. Trzeba być człowiekiem.

Jest jeszcze inna kwestia: szpitale są zadłużone, więc bacznie powinny oglądać każdą wydaną złotówkę.

- Muszę się zgodzić, że niepłacenie za nieobecność byłyby dużą oszczędnością - mówi dyrektor Kopczyński. - W przyszłym roku przy podpisywaniu umów z lekarzami damy klauzulę, że po dyżurze lekarze muszą być w pracy zgodnie z wymogami w umowie etatowej. A o pomiarze godzin pracy będę po prostu myślał.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH