Piotr Kuna, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. N. Barlickiego w Łodzi, domaga się, aby związek zawodowy pielęgniarek zrekompensował placówce finansowe skutki nielegalnego protestu, oceniane na 1 mln zł. Odzyskane pieniądze zamierza przekazać tym, którzy nie odeszli od łóżek pacjentów.

Chodzi o dwutygodniowy strajk z września ub. r. Pierwszego dnia pielęgniarki żądające podwyżek do kwoty 2,5-3 tys. zł odeszły od łóżek pacjentów na godzinę, a następnie stopniowo wydłużały ten czas. Ich obowiązki przejmowali lekarze oraz koleżanki nie biorące udziału w proteście. Ostatecznie pieniądze dostały tylko siostry zarabiające najmniej.

– Musieliśmy odroczyć planowe zabiegi, przyjmowaliśmy pacjentów tylko z zagrożeniem życia i dlatego otrzymaliśmy mniej pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia – mówi „Rz” dyrektor Kuna. – Według naszych wyliczeń straciliśmy milion, o zwrot którego zwrócimy się do związku pielęgniarek. Jeśli nie zawrzemy ugody, wystąpimy na drogę prawną.

Elżbieta Buczkowska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, nie ukrywa w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że jest zbulwersowana stanowiskiem Piotra Kuny.

– Pracodawca świadomie konfliktuje w ten sposób grupę zawodową: żąda pieniędzy od jednych pielęgniarek, aby dać je innym. To amoralne, tym bardziej, że protestujące nigdy tak naprawdę nie zostawiły pacjentów bez opieki. Zamiast karać je finansowo, warto może przyjrzeć się coraz bardziej pogłębiającej się przepaści pomiędzy zarobkami lekarzy i pielęgniarek, które, jak do tej pory, niczego specjalnego w tym zakresie nie wywalczyły. Nasz zawód pauperyzuje się ekonomicznie, a braki kadrowe są coraz większe. I to jest problem, którego nikt - niestety - nie widzi.

– Odkąd jestem przewodniczącą związku, nie spotkałam się z taką sytuacją – podkreśla Dorota Gardias, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP), tego samego, przeciw któremu dyrektor chce złożyć pozew.

– W ochronie zdrowia takiego pozwu dotychczas nie było. To precedens - uważa Maria Ochman z „Solidarności”. – Ciekawe są wyliczenia dyrektora. Jeśli przerwa w pracy pielęgniarek spowodowała straty na milion złotych, to znaczy, że ich praca jest kluczowa dla szpitala. Ich pensje powinny być proporcjonalne do tego miliona złotych. A wtedy żadnego strajku by nie było.

– Gdy strajkowali lekarze, zdarzało się, że dyrektor oddawał sprawę do prokuratury czy sądu. Ale wszystkie sprawy przeciw nam zostały umorzone - przypomina Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH