Częstochowa: z powodu grypy i niejasnych przepisów nie miał kto stwierdzić zgonu

Natłokiem chorych na grypę i niejasnymi przepisami tłumaczyli się częstochowscy lekarze, którzy nie dotarli na miejsce żeby stwierdzić zgon pacjenta w jego domu. Odmówiło też pogotowie, bo jest od ratowania żywych i nie wyjeżdża do stwierdzania zgonów.

Przychodnia, w której zarejestrowany był zmarły, mieści się w dzielnicy Lisiniec. Jednakże pacjent nie korzystał z jej usług, bo przeprowadził do dzielnicy Zawodzie. Poradzono więc rodzinie zmarłego, żeby tam - w najbliżej dla obecnego miejsca zamieszkania przychodni - szukała pomocy.

Wyjaśniono to tak: przepisy mówią, że jeśli "zadeklarowana" przychodnia jest dalej niż 4 km od miejsca zgonu, wtedy stwierdza go przychodnia najbliższa temu miejscu.

- To logiczne. Gdy ktoś mieszka w Częstochowie, a umrze w Katowicach, nie wzywa się do niego lekarza z jego częstochowskiej poradni, tylko kogoś z Katowic - przekonywano. - A najlepiej byłoby, żeby rodzina zmarłego poczekała do godz. 18 - wtedy zaczną pracę przychodnie nocne, one mają samochód i stamtąd ktoś przyjedzie.

Czytaj też. FPZ apeluje do starostów i pyta: kto ma stwierdzać zgon i jego przyczynę?

Gazeta Wyborca, która opisuje to zdarzenie (po jej interwencji lekarz rodzinny stwierdził w końcu zgon), wskazuje, że wyjściem z sytuacji byłoby powołanie instytucji koronera, czyli lekarza sądowego zawodowo zajmującego się stwierdzaniem zgonu.

Więcej: www.gazeta.pl

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH