Pracownicy częstochowskich szpitali domagają się podwyżek. W poniedziałek protestowali przez 7 godzin, nie pracując w tym czasie. Jednak dyrekcja i przedstawiciele miasta wydają się być nieugięci - Nie damy ani złotówki. I przygotowują się do ewakuacji pacjentów.

Wszyscy pracownicy chcą podniesienia pensji: przykładowo lekarze z II stopniem specjalizacji - trzech średnich krajowych, ci z I stopniem - dwóch średnich, pielęgniarki żądają 3 tys. zł brutto. Zespół Szpitali Miejskich w Częstochowie - przy ul. Bony, Mickiewicza i na Zawodziu - łącznie 18 oddziałów, 500 chorych. Wczoraj cały 840-osobowy personel przeprowadził strajk ostrzegawczy. Od godz. 8 do 15 pracował jak na ostrym dyżurze: udzielał pomocy tylko tym, których życie było zagrożone.

Dlatego wszyscy chorzy, którzy stawili się na planowe zabiegi i wizyty w poradniach specjalistycznych lub mieli być przyjęci na oddziały, odeszli z kwitkiem.

- Żadnych podwyżek nie będzie. Nawet złotówka wydana na podniesienie pensji grozi szpitalowi utratą płynności finansowej - mówił wicedyrektor Dariusz Kopczyński.

- W tamtym roku padały te same argumenty, a jednak przy groźbie strajku pieniądze na podwyżki się znalazły - argumentowali związkowcy.

- W tamtym roku w kasie szpitala były m.in. pieniądze z pożyczki i za nad wykonania i dzięki nim mogliśmy podnieść pensje. W tym roku budżet szpitala jest napięty, wszedł nowy sposób rozliczania kontraktu przez Narodowy Fundusz Zdrowia i pieniędzy nie ma - odpowiadał Kopczyński. Zadłużenie szpitala przekroczyło 60 mln, a tylko w tym roku dług urósł już o 7 mln.

To samo powtarza gmina, właściciel szpitali.

- Nie ma mowy, byśmy spełnili żądania strajkujących - mówi Jacek Betnarski, wiceprezydent miasta, któremu podlega służba zdrowia. - Przygotowujemy się do oddłużenia i przekształcenia szpitali w niepubliczną spółkę. To pozwoli funkcjonować placówce na nowych zasadach, bez długów. Ma to nastąpić do końca pierwszego kwartału przyszłego roku i zapewni szpitalowi zyski, a personelowi godziwe zarobki. Jednak obecnie szpital ma bardzo złą sytuację. Strajk załogi jest jak strzał w plecy...

Betnarski przyznaje, że przygotowywana jest ewakuacja chorych. Dziś spotyka się z dyrektorami okolicznych szpitali, by zawczasu ustalić, gdzie przewieźć chorych.

- Wciąż jednak mam nadzieję, że do piątku związkowcy ochłoną i zrezygnują ze strajku. Musimy jednak być przygotowani na każdą ewentualność, bo odpowiadamy za bezpieczeństwo pacjentów - mówi wiceprezydent.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH