Od stycznia do lipca w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Dzierżążnie pod Kartuzami zmarło 39 pacjentów. To więcej niż przez cały ubiegły rok

- Można mówić o 50-procentowej nadumieralności - mówi prof. Leszek Bieniaszewski z Akadamii Medycznej w Gdańsku. Nie mógł pogodzić się z redukcjami i zrezygnował z funkcji konsultanta medycznego w Dzierżążnie.

Od początku roku z oddziału odeszła ponad połowa pielęgniarek. Gdańskie Centrum Rehabilitacji (którego częścią jest ZOL) ma poważne problemy finansowe. Kontrakt z NFZ jest mniejszy o 40 proc. niż w zeszłym roku.

W ZOL leczą się osoby niepełnosprawne, po wylewach i amputacjach. Są skazane na opiekę pielęgnacyjną. Tymczasem na 76 łóżek (na dwóch oddziałach) przypadają.... dwie pielęgniarki, pełniące 12-godzinne dyżury. Inne odeszły lub same się rozchorowały, bo nie mogły znieść dwóch zgonów na jednym dyżurze.

- Zdarzyło się, że trzeba było zostawać na 24 godziny, bo brakowało ludzi - mówi oddziałowa Teresa Malek. - To horror. Zdarza się, że salowa zawoła z drugiego końca korytarza: pani Tereso, chyba pacjent nie żyje!

Chorych, z braku czasu, nie wyprowadza się nawet do toalety. Wszyscy mają pampersy.
- Pół biedy, że mam sprawne ręce - kręci głową Brunon Lewicki, który po amputacji obu nóg jest skazany na wózek. - Mogę wyjechać na korytarz, zjeść sam. Inni muszą czekać... Bo chorych trzeba nakarmić, zmienić opatrunki, posmarować maścią przeciw odparzeniom.

Do wojewody pomorskiego wpłynęła skarga Danuty Ejsmont ze Słupska, której 75-letnia matka była na rehabilitacji w Dzierżążnie.

- Mama jest po dwóch udarach, ale była w dobrym stanie higienicznym i umysłowym - mówi pani Danuta. - Po tygodniu w szpitalu była już w okropnym stanie: odleżyny, brak kontaktu, odwodniona i brudna. Miała nawet brud między palcami niesprawnej ręki. Ubrania nikt nie zmienił jej przez 13 dni!

Pod koniec lipca Irena Samson, wojewódzki konsultant ds. pielęgniarstwa przewlekle chorych i niepełnosprawnych, przeprowadziła kontrolę w Dzierżążnie. Wnioski były zatrważające.

- Tam na 40 pacjentów jest jedna pielęgniarka - mówi. - A powinna być jedna na pięciu - wyjaśnia i dodaje, że przeprowadzała już wiele kontroli, ale jeszcze nigdy nie widziała, by w szpitalu było aż tak źle.

Z jej opinią zgadza się pomorski lekarz wojewódzki, który też zainteresował się sprawą.
- Dramat - mówi krótko Jerzy Karpiński. - Poprosiłem urząd marszałkowski o reakcję na zagrożenie bezpieczeństwa pacjentów.

Wicemarszałek Leszek Czarnobaj deklaruje:
- Zwiększymy obsadę personelu na oddziałach. Zatrudnimy pielęgniarki i salowe -obiecuje.

Na początek szpital płaci 1900 zł pensji.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH