W niedawno ogłoszonych rankingach porównywano pracę 256 szpitali i, jak podkreślili autorzy, aż 60 proc. z nich w tym roku odnotowało zyski. Wniosek nasuwa się sam: zwycięskie placówki są przede wszystkim dobrze zarządzane. Udaje się w nich utrzymać dyscyplinę finansową.

Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich jest bezdyskusyjnym zwycięzcą rankingu dziennika „Rzeczpospolita" i Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia na najlepszy szpital monospecjalistyczny. Kolejne dwa miejsca też zajęły śląskie lecznice. Drugie należy do Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich, zaś trzecie do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, najprężniejszego dziś ośrodka transplantacyjnego w Polsce.

- Żeby wygrać tę rywalizację, trzeba być po prostu najlepszym we wszystkim, od rozliczania kosztów, po efekty leczenia. Udział w rankingu jest dobrowolny, ale wyniki są miarodajne, bo uczestniczyła w nim aż jedna czwarta wszystkich polskich szpitali - mówi Michał Bedlicki z Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.

W rankingu szpitali publicznych wielospecjalistycznych i onkologicznych Śląsk też uplasował się bardzo wysoko, bo najlepiej oceniono Centrum Onkologii w Gliwicach. W czołowej dziesiątce znalazły się także m.in.: Okręgowy Szpital Kolejowy w Katowicach (ze świetną okulistyką), Centrum Pediatrii w Sosnowcu oraz Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Rybniku. To liderzy, a co z resztą szpitali?

- Te najbardziej zadłużone wymagają szybko kroplówki w postaci komercjalizacji - mówi Mariusz Kleszczewski, wicemarszałek województwa śląskiego, odpowiedzialny za ochronę zdrowia.

Zarząd województwa bez względu na los rządowych ustaw zakładających obligatoryjne przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego i spodziewane weto prezydenta, chce przystąpić do reformowania dziesięciu wielospecjalistycznych szpitali wojewódzkich, bo ich sytuacja finansowa jest najtrudniejsza. Najpierw jednak rząd musi uruchomić obiecane pieniądze na oddłużenie (kwota przewidziana dla lecznic w całej Polsce wynosi 2,7 mld zł).

Tymczasem nawet najlepsze w Polsce szpitale nie widzą swojej przyszłości w różowych barwach.

- Dziś rzeczywiście nie mamy długów. Jednak nowe rozliczenia świadczeń z Narodowego Funduszu Zdrowia w ramach tzw. jednorodnych grup pacjentów mogą tę sytuację zmienić. To dlatego, że leczenie ran oparzeniowych jest u nas 10 razy droższe niż w zwykłym szpitalu, a dostajemy tyle samo, co szpitale rejonowe, choć skuteczności u nas i gdzie indziej nie da się po prostu porównać - przyznaje dr Mariusz Nowak, dyrektor siemianowickiej "oparzeniówki".

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH