Białostocki szpital wojewódzki szykuje się do strajku: będzie drugi Radom?

  • Iwona Bączek/Rynek Zdrowia
  • 2009-10-29 19:44:00
Jeden z mazowieckich szpitali podczas "strajkowej wiosny" 2007 roku. Teraz do  protestów dochodzi w pojedynczych placówkach.Jeden z mazowieckich szpitali podczas "strajkowej wiosny" 2007 roku. Teraz do protestów dochodzi w pojedynczych placówkach.

– Ale chcemy zorganizować protest, który nie będzie w najmniejszym stopniu uciążliwy dla pacjentów, za to trudny dla dyrekcji WSZ oraz dla organu założycielskiego. Nic więcej nie mogę na razie powiedzieć – zastrzega przewodnicząca.

Spotkanie z marszałkiem: prośba czy ultimatum?
Zanim zapadnie decyzja o rozpoczęciu strajku, związkowcy z WSZ chcieliby się spotkać z Jarosławem Dworzańskim, marszałkiem województwa podlaskiego (samorząd wojewódzki jest organem założycielskim szpitala), ale nie w obecności dyrektora lecznicy.

„Niepożądany” byłby także udział w rozmowach Bogusława Dębskiego, wicemarszałka odpowiedzialnego za ochronę zdrowia na Podlasiu, do którego, jak mówi Alicja Hryniewicka, związki zawodowe mają ograniczone zaufanie. Jeśli do spotkania nie dojdzie do końca tygodnia, kolejne działania będą podejmowane zgodnie z planem.

Z marszałkiem Dworzańskim nie udało nam się porozmawiać. Jego rzecznik, Jan Kwasowski, mówi natomiast krótko: – Ultimatum dotyczące składu osobowego podczas ewentualnego spotkania jest dla marszałka nie do przyjęcia.

– Mamy nadzieję, że rozwój wydarzeń da się jednak powściągnąć – zaznacza w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Jan Kwasowski. – Jedno jest pewne: płace nie mogą wzrosnąć tak, jak proponują związki zawodowe. W sytuacji, w jakiej znajduje się WSZ, to nierealne.

Alicja Hryniewicka nie widzi żadnego ultimatum w prośbie do marszałka o spotkanie wyłącznie ze związkowcami. Uważa, że chodzi jedynie o spokojne przedstawienie swoich racji. Do rozmów w szerszym składzie mogłoby przecież dojść w kolejnych dniach. A marszałek nie powinien chować głowy w piasek.

Okiem dyrektora
Sławomir Kosidło, dyrektor WSZ, nie ukrywa: – 5-procentowa podwyżka do pensji zasadniczej, a zatem łącznie z pochodnymi, zwiększyłaby dwukrotnie kwotę, o którą wzrosną płace. Byłoby to w sumie 538 tys. zł do końca br. A tych pieniędzy szpital nie ma.

– Zaproponowałem związkom spotkanie w połowie grudnia, ponieważ podstawą dalszych rozmów jest kontrakt z NFZ na 2010 r. – wyjaśnia portalowi rynekzdrowia.pl dyrektor Kosidło. – Inne postępowanie byłoby sprzeczne z prawem: aby rozmawiać o podwyżkach, trzeba najpierw stworzyć budżet. Obecnie już wiadomo, że w przyszłym roku dostaniemy prawdopodobnie 90 proc. tegorocznego kontraktu. A to oznacza, że zamiast 85 mln zł, jak w 2009 r., będziemy mieli do dyspozycji 82 mln zł.

– Sytuacja jest zła i obawiam się, że moją rolą jest obecnie walka nie o podwyżki dla załogi, ale o miejsca pracy – przyznaje dyrektor szpitala. – Wiem, że ludzie zarabiają niewiele. Ale wiem także, że regularnie co miesiąc na ich konta wpływają pieniądze. Teraz chodzi o to, aby to się nie zmieniło na gorsze.

    • Strona:
    • 1
    • 2
    • 3

Komentarze (0)

Brak komentarzy

reklama
Przetargi
Wyszukiwarka ofert przetarów UZP
Praca
Wyszukiwarka ofert pracy
Odwiedź nasze
pozostałe portale:
wnp.pl portalspozywczy.pl dlahandlu.pl rynekaptek.pl portalsamorzadowy.pl nasze-zyski.pl
Inne
wydawnictwa:
nowy przemysł rynek spożywczy
Copyright by Rynek Zdrowia