Bez kredytu nie spłacimy długów

Wojewódzki Szpital im. Zofii z Zamoyskich Tarnowskiej w Tarnobrzegu ma ponad 8 mln zł zobowiązań wymagalnych. - Uzyskanie kredytu, to dla mnie jest sprawa "życia lub śmierci" - mówi w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Zbigniew Młodawski, dyrektor szpitala. Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego zdecydował się poręczyć kredyt dla placówki na 2,2 mln zł.

Rynek Zdrowia: - Czy rzeczywiście sytuacja szpitala uzasadnia konieczność zaciągnięcia kredytu?

Zbigniew Młodawski: - Jestem dyrektorem od dwóch miesięcy i trochę spraw do załatwienia sie spiętrzyło. Obecne zobowiązania ogółem szpitala po pięciu miesiącach tego roku to ponad 18 mln zł, w tym zobowiązania wymagalne sięgają kwoty 8,3 mln zł. Poręczenie kredytu na 2,2 mln zł, które uzyskałem od zarządu województwa, to dla mnie jest sprawa "życia lub śmierci".

Żeby być wiarygodnym dla wierzycieli, którym szpital jest winien tak duże kwoty, żeby móc z nimi zawierać ugody, muszę na szalę rzucić jakieś pieniądze. Te 2 mln zł pozwolą mi spłacić około 50 proc. zobowiazań z 2010 r. Wówczas będę miał jakieś pole do działania. Mając obietnicę poręczenia kredytu ze strony marszałka województwa, już zawieram ugody z wierzycielami.

Najważniejszą sprawą dla mnie są obecnie leki - zadłużenie u firm dostarczających leki przekracza obecnie 500 tys. zł. Priorytetem są również media. Zaległości w płatnościach za wodę, gaz itp. przekraczają 2 mln zł. Kolejną priorytetową sprawą jest zadłużenie w stosunku do krakowskiej diagnostyki laboratoryjnej, które osiągnęło kwotę ponad 1 mln zł. Staram się zawierać ugody w pierwszej kolejności z największymi wierzycielami. Muszę przyznać, że wierzyciele zachowuję się obecnie lojalnie wobec szpitala. Staramy się rozmawiać.

- Jakie działania, Pana zdaniem, zdecydowały o tak trudnej sytuacji szpitala?

- Myślę, że nie było ze strony szpitala dobrej woli, nie było klimatu do negocjacji. Moi poprzednicy zbyt usztywniali swoje stanowisko. Ja wychodzę z założenia, że z ludźmi trzeba rozmawiać, zamiast prowokować rozwiązania sądowe. Zależy mi na tym, żeby sprawy załatwiać polubownie. Obecnie otrzymuję ogromną korespondencję prawną z kancelarii adwokackich, czy sądów. Część wierzycieli, nie czekając na propozycję lecznicy, poszło do sądów. Ja to rozumiem. To nie są instytucje charytatywne.

- Czy zaciąganie kredytu nie jest swego rodzaju pułapką dla placówki, szpital da sobie radę z obsługą zadłużenia?

- Obecnie koszty sądowe przewyższają znacznie w skali rocznej koszty kredytu, więc kredyt i tak jest rozwiązaniem, które ogólnie rzecz biorąc obniża koszty szpitala. Za kredyt w skali roku zapłacę około 200 tys. zł, tymczasem koszty sądowe to około 300 tys. zł. Dzięki kredytowi tworzę sobie platformę do rozmów z wierzycielami i do ograniczenia niepotrzebnie przez szpital ponoszonych kosztów obsługi prawnej roszczeń. Staram się odbudować wiarygodność szpitala.

- Czy szpital się bilansuje, czy będzie miał możliwość spłacania kredytu w dłuższej perspektywie?

- W długiej perspektywie niewątpliwie jest szansa na zbilansowanie szpitala. Zadłużenia, które zastałem w szpitalu, nie jestem jednak w stanie w ciągu jednego roku zlikwidować. Zresztą wdrażamy program naprawczy, do opracowania którego zobowiązał dyrekcję marszałek województwa. Wstępny program już przedstawiliśmy. Zgodnie z sugestią marszałka, do 25 września zaprezentujemy już dokładniejszy ramowy program naprawczy. Będziemy zmierzać w kierunku zbilansowania szpitala.

- Jakie są założenia tego programu naprawczego, planowane są zwolnienia personelu?

- Nie planuję zwolnień. Nie chciałbym zaczynać swojej pracy w szpitalu od zwalniania ludzi. Tym bardziej, że z porównania naszego stanu zatrudnienia do pozostałych szpitali marszałkowskich wynika, że mamy racjonalną obsadę.

Chciałbym pójść w innym kierunku - rozwijać działalność szpitala. W przyszłym roku otwieramy centrum onkologii. W szpitalu jest oddział, który stoi od dwóch lat - chciałbym tam uruchomić rehabilitację. Chciałbym też poszerzyć usługi szpitala o urologię. Będę rozmawiał z Narodowym Funduszem Zdrowia na temat kontraktacji na przyszły rok. Wydaje mi się, że mamy realne możliwości rozszerzenia działalności.

- NFZ zalega szpitalowi spore kwoty z tytułu nadwykonań...

Nawet dzisiaj (6 lipca) będę prowadził rozmowy z Funduszem. Rzeczywiście kwoty nadwykonań to prawie 3 mln zł za 2009 r. i 1,4 mln zł za 2010 r. To są kwoty, które by zdecydowanie poprawiły sytuację finansową placówki.

- To są kwoty większe, niż planowany kredyt...

- Zdecydowanie tak. Z tym, że kredyt jest łatwiej dostępny. Egzekwowanie pieniędzy z Funduszu to trudna sprawa. Moi poprzednicy nie dogadali się z płatnikiem i sprawa trafiła do sądu. To jest bardzo długa droga. Jednak mam nadzieję, że chociaż w jakiejś części odzyskamy te pieniądze. W końcu jest to ponad 4 mln zł. Gdybym dostał kredyt i część środków za nadwykonania, to można by złapać finansowy oddech i pracować normalnie.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH