Bardzo potrzebny ośrodek dla chorych dzieci może uratować dobra wola NFZ

Zakład Pielęgniarsko-Opiekuńczy w Częstochowie otacza opieką porzucone niemowlęta z obciążeniami zdrowotnymi. W Polsce bardzo brakuje takich ośrodków. Tymczasem częstochowska placówka może zbankrutować, bo nie jest w stanie uregulować kwoty 260 tys. zł, jakiej domaga się od niej NFZ. W zakładzie przebywa obecnie 20 maluchów, m.in. zespołem Downa, alkoholowym zespołem płodowym, wrodzonymi wadami serca i wadami genetycznymi.

Częstochowski ZPO zapewnia podopiecznym diagnozę lekarską, rozpoczyna leczenie i rehabilitację. Przebywające tu dzieci nie wymagają leczenia szpitalnego, ale całodobowej, profesjonalnej opieki medycznej, pielęgnacji, rehabilitacji oraz kontynuacji terapii.

- Praktycznie cały czas jesteśmy na minusie. Koniec z końcem udaje nam się wiązać dzięki wsparciu sponsorów - przyznaje portalowi rynekzdrowia.pl Magdalena Szymczyńska, wiceprezes Stowarzyszenia Pielęgniarsko-Opiekuńczego „Z Ufnością w Trzecie Tysiąclecie", prowadzącego Zakład.

- Pieniądze, które dostajemy w ramach umowy z NFZ w żaden sposób nie pozwalają spokojnie prowadzić działalności, o czym już informowaliśmy niejednokrotnie płatnika - wyjaśnia.

Nakaz pod rygorem

Na początku tego roku Śląski OW NFZ przeprowadził w placówce kontrolę, po której nakazał jej zwrócić do swojej kasy przeszło 260 tys. zł pod rygorem natychmiastowej wykonalności.

Jak informuje nas Jacek Kopocz, rzecznik Śląskiego OW NFZ kontrola wykazała, że ośrodek nieprawidłowo się rozliczał z NFZ, zawyżając stawki osobodni, a przez to otrzymał więcej pieniędzy, niż mu się należało. Dlatego został wezwany do oddania pieniędzy.

- My takich pieniędzy nie mamy. To nasz dwumiesięczny budżet. Żeby oddać dług musimy przez cały ten okres nie dawać dzieciom jeść, nie podawać leków, nie płacić opłat, co oczywiście jest niemożliwe - tłumaczy Szymczyńska.

Jacek Kopocz odpowiada, że dyrektor wojewódzkiego oddziału NFZ, aby pomóc zakładowi, wyraził zgodę na spłaty ratalne w postaci 10 miesięcznych płatności. Jednak to dla placówki wciąż za duże obciążenie. Jak przyznaje nasza rozmówczyni zakład nie uchyla się od zapłaty ani nie prosi o podarowanie tych pieniędzy.

- Chcemy tylko, by dano nam szanse na ich zwrócenie w takiej formie, która pozwoli nam dalej funkcjonować - podkreśla Szymczyńska. - Pierwsza rata, jaką musielibyśmy teraz wpłacić to minimum 50 tys. zł. To wciąż za dużo jak na nasze możliwości. Realnie możemy spłacić zadłużenie, jeżeli zostanie ono podzielone na 20 rat.

Bez szans na kompromis?
Ośrodek szukał pomocy także w Centrali NFZ, jednak i tam bez skutku. Prezes NFZ Jacek Paszkiewicz podtrzymał decyzję o rygorze natychmiastowej spłaty. A czas nieubłaganie ucieka. Jak zaznacza Jacek Kopocz termin pierwszej raty ustalono na kwiecień.

- Jednym z elementów ugody był zapis o tym, że w przypadku niezapłacenia raty zakład w ten sposób zrywa ugodę i ponownie zmusza nas do windykacji całości zobowiązania - oznajmia Kopocz.

Dodaje: - Obecnie zostaliśmy postawieni w sytuacji, w której musimy windykować wspomniane środki, ponieważ do chwili obecnej nie wpłynęła żadna wpłata ratalna. Do terminu wpłaty kolejnej transzy miesięcznej zostało jeszcze kilka dni, czekamy na decyzję dyrekcji zakładu - może jeszcze wpłaci raty - wtedy byłaby szansa na podtrzymanie spłat ratalnych.

Jeżeli placówka wspomnianej kwoty nie ureguluje w najbliższym dniach to płatnik nie zrefunduje ośrodkowi świadczeń wykonanych w maju, a następnie w czerwcu. - W ten sposób NFZ odzyska pieniądze, jednak dla nas to może oznaczać koniec. Nie mam pojęcia, co się wtedy stanie z naszymi podopiecznymi - dodaje nasza rozmówczyni.

Czarny scenariusz
Jak wyjaśnia wiceprezes, w kraju nie ma drugiego ośrodka, który zajmowałby się tak chorymi dziećmi od pierwszych dni życia. - W innych zakładach są dzieci powyżej 3 roku życia. W tej sytuacji jedynym miejscem, do którego maluchy mogłyby trafić, są szpitale - mówi.

Dr Magdalena Wysocka, zastępca dyrektora ds. klinicznych Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie przyznaje, że przejęcie dziecka w takiej sytuacji przez szpital jest praktycznie niemożliwe.

- Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy udziela całodobowych świadczeń zdrowotnych, które obejmują pielęgnację, opiekę i rehabilitację osób nie wymagających hospitalizacji. To całkiem inne świadczenia, niż te udzielane w szpitalach - wyjaśnia dyrektor.

Także tryb kierowania do takiej placówki opiera się o całkiem inne przepisy. Należy się jednak zastanowić, co zrobi szpital, gdy matka po porodzie porzuci w nim chore dziecko, a nie będzie ośrodka gotowego na jego przyjęcie.

Przypadki, gdy miesiącami osierocone maluchy pozostają na oddziałach pediatrycznych nie są wcale rzadkością. W Klinice Pediatrii i Żywienia Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie przez pierwszych 11 miesięcy życia przebywał chłopiec z rozpoznaną chorobą Hirschsprunga. Dziecko wymagało odżywianiu pozajelitowego i upłynęło wiele miesięcy nim udało się go umieścić w ośrodku, gdzie możliwe było zapewnienie mu fachowej opieki.

Brakuje takich ośrodków
Jak zaznacza Paweł Trzciński, rzecznik Centrum Zdrowia Dziecka, placówka ta uruchomiła specjalną jednostkę, która zajmuje się wyszukiwaniem ośrodków, w których można umieszczać takich pacjentów.

- Nasza praktyka wskazuje, że jest to zadanie bardzo trudne. W kraju dotkliwie brakuje wyspecjalizowanych placówek, które są w stanie zapewnić dzieciom chorym, często bardzo chorym, bo takie przypadki głównie do nas trafiają, fachową opiekę medyczną. Z tego powodu opuszczeni przez rodziny mali pacjenci przebywają u nas długie miesiące, a nawet lata - stwierdza rzecznik.

Już w 2009 r. Marek Michalak, rzecznik praw dziecka alarmował, że w związku z dużą liczbą dzieci porzuconych w szpitalach potrzeba w kraju więcej placówek dla dzieci chorych, pozbawionych opieki rodzicielskiej. Ośrodków jednak nie przybyło.

Dochodzi do tego kwestia kosztów. Jak podkreśla Paweł Trzciński, w takich przypadkach płatnik zwraca jedynie koszt procedur medycznych, co w rzeczywistości zupełnie nie jest adekwatne do faktycznych ponoszonych obciążeń przez szpital. A to generuje straty.

- Koszt utrzymania dziecka na oddziale pediatrycznym to i tak dla NFZ kwota blisko dwukrotnie wyższa, niż ta, którą uzyskujemy od płatnika my - podkreśla wiceprezes Szymczyńska. Dlatego, w jej opinii, to właśnie Funduszowi powinno zależeć na utrzymaniu działalności zakładów opiekuńczo-leczniczych.

Ostatnia deska ratunku
O tym, że sytuacja częstochowskiego ośrodka jest dramatyczna poinformowano również Ministerstwo Zdrowia. Na razie bez odzewu.

Kierownictwo zakładu nie widzi już szansy na porozumienie z obecnymi władzami NFZ. Liczy jednak, że być może zmiana na stanowisku prezesa NFZ przyniesie jakiś przełom, o ile nie nastąpi to za późno dla tej placówki.
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH