O bankowych kredytach zadłużone szpitale mogą tylko pomarzyć, dlatego podejmują ryzyko i pożyczają pieniądze od firm windykacyjnych z odsetkami sięgającymi nawet kilkunastu procent w skali roku. Faktem jest jednak, że te parabankowe firmy mają dużo lepszą opinię u dyrektorów szpitali niż kiedyś.

Firmy windykacyjne, zajmujące się jeszcze niedawno głównie skupowaniem i odzyskiwaniem długów, teraz zmieniły front: przede wszystkim udzielają pożyczek na utrzymanie płynności finansowej przez szpitale. Trzy największe firmy działające w Polsce: Magellan, MW Trade i Electus pożyczyły lecznicom łącznie kilkaset milionów złotych, przy tym są to pożyczki droższe niż kredyty bankowe - pisze „Rzeczpospolita”.

Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy szpital przestaje spłacać raty w terminie: zadłużenie rośnie lawinowo. Do tego dochodzą karne odsetki, często naliczane za cały okres kredytu, dodatkowe marże i opłaty za doradztwo.

W sumie, ponadplanowe wydatki mogą sięgać nawet kilkudziesięciu milionów złotych i doprowadzić do katastrofy, tak jak w szpitalu w Pabianicach.

Przypomnijmy: SPZOZ w Pabianicach jest obecnie zadłużony na blisko 100 mln zł.  Jego dużą część wykupiła jedna z firm notowanych na giełdzie. Obecnie chce, albo odzyskać pieniądze za pośrednictwem komornika, albo - jak twierdzi dyrektor szpitala - za bezcen przejąć jego majątek. Konta szpitale zajął komornik, a pracownicy jeszcze nie otrzymali pensji za grudzień ub.r. Placówka wstrzymała planowane przyjęcia pacjentów. Leczy tylko w stanach zagrożenia zdrowia i życia.

- Odkąd zaczął się kryzys finansowy, wszystkie przedsiębiorstwa mają problem z uzyskaniem kredytu - mówi „Rzeczpospolitej” Roman Szełemej, pełnomocnik wojewody dolnośląskiego ds. ochrony zdrowia, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Specjalistycznego Szpitala Zespolonego im. dr A. Sokołowskiego w Wałbrzychu. - Dla szpitali, którym banki zawsze dawały kredyty niechętnie, uzyskanie teraz pieniędzy z banku stanie się niemal niemożliwe. To poszerza pole działania różnego typu instytucji parabankowych. To realna pomoc, coraz bardziej nowoczesne instrumenty finansowe. Wśród dyrektorów szpitali te instytucje cieszą się znacznie lepszą opinią niż kiedyś.

Roman Szełemej podkreśla, że rok temu nieliczne banki, które pożyczały pieniądze na kilka lat, żądały 7 – 8 procent odsetek w skali roku. Dzisiaj wśród dyrektorów mówi się o przynajmniej kilkunastu procentach. A pożyczenie pieniędzy od instytucji parabankowej jest jeszcze droższe.

- Zazwyczaj menedżerowie decydują się na to, gdy już nie mają innego wyjścia - ocenia dyrektor Szełemej. - Biorą pożyczkę, bo uznają, że spłacanie nawet wysokich rat jest jedyną szansą na uratowanie szpitala przed wierzycielami. Czasem, by dalej funkcjonować, konieczna jest modernizacja placówki, a na to też potrzebne są pieniądze.

Zdaniem Romana Szełemeja przypadek Pabianic nie jest typowy. Szpitale raczej nie biorą aż tak niekorzystnych pożyczek. Ktoś, kto podpisuje umowę kredytową na kilka milionów złotych, najpierw bardzo uważnie ją czyta. Podobne decyzje z reguły są podejmowane w porozumieniu z właścicielem, czyli z samorządem, można się zatem zastanawiać, czy nadzór samorządu nad szpitalem był właściwy.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH