Wprowadzonemu 1 marca br. systemowi nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej zarzucano dotychczas, że powoduje ograniczenie dostępności, gdyż NFZ zredukował liczbę punktów udzielających pomocy. Okazuje się, że jego słabą stroną jest również brak precyzyjnego podziału obowiązków z pogotowiem.
Gazeta Wyborcza opisuje historię pacjenta wypisanego ze szpitala, któremu w nocy z 16 na 17 sierpnia zatkał się cewnik. Jest mieszkańcem Krakowa, a więc miasta, w którym funkcjonują szpitale, pogotowie ratunkowe, przychodnie itp.
Nikt nie chciał mu jednak udzielić pomocy, mimo że miał wysoką gorączkę z krwiomoczem, co zdaniem cytowanego urologa wskazuje na ostre zapalenie, a ”przy zatrzymaniu moczu już tylko krok dzielił pana Józefa od sepsy, niewydolności wielonarządowej oraz śmierci”.
Pogotowie odmówiło przyjazdu i poleciło zadzwonić do ambulatorium opieki całodobowej. Lecz i tam odmówiono mu pomocy. Uratowało go, po kliku telefonach, Krakowskie Pogotowie Ratunkowe, które upiera się, że w omawianym przypadku pacjent powinien uzyskać pomoc z podstawowej opieki zdrowotnej lub nocnej i świątecznej, gdyż wymiana cewnika wraz z wizytą domową należy do ich zadań.
Gazeta Wyborcza wskazuje także, że w przypadku urazu bądź nagłego pogorszenia stanu zdrowia opiekę znaleźć można w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. W oparciu o zebrane i różniące się opinie nie rozstrzyga się jednak, która z wielu instytucji powinna ostatecznie zareagować.
Więcej: www.gazeta.pl
Czytaj więcej: pogotowie ratunkowe | Krakowskie Pogotowie Ratunkowe | nocna i świąteczna opieka zdrowotna
Irlandczycy ostrzegają: Polska siedliskiem chorób