Wrocław: dostęp do leczenia staje na wokandzie

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał postanowienie nakazujące szpitalowi podawanie leku gilenya stosowanego w stwardnieniu rozsianym, przychylając się do wniosku chorej o udzielenie zabezpieczenia terapii.

- Jest to tymczasowe rozstrzygniecie. Strona może wystąpić o zabezpieczenie powództwa przed złożeniem pozwu i tak było w tym przypadku - wyjaśnia Marek Poteralski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego we Wrocławiu. - W postanowieniu sąd nakazał szpitalowi niezwłoczne podjęcie leczenia, nakazał również wystąpienie do dyrektora dolnośląskiego oddziału NFZ o sfinansowanie tego leczenia. Zobowiązuje także pacjentkę do złożenia pozwu w terminie 14 dni.
 
Chora na stwardnienie rozsiane była od kilku lat leczona interferonem w 4. Wojskowym Szpitalu z Polikliniką we Wrocławiu. Kiedy interferon przestał działać, szansą na pozytywną terapię był fingolimod (gilenya). Nie było jednak zgody płatnika na sprowadzenie leku w ramach importu docelowego (produkt nie był wtedy jeszcze zarejestrowany w Polsce). Chora dostała pierwsze dawki leku poza szpitalem, w formie darowizn. Kiedy zwróciła się do wrocławskiego szpitala o kontynuację terapii, ten odmówił, ponieważ lek nie jest refundowany. Nie ma go również w programie terapeutycznym.

Projekt programu terapeutycznego leczenia stwardnienia rozsianego (SM) fingolimodem trafił do resortu zdrowia w czerwcu 2011 roku, nie został jednak wówczas rozpatrzony. Wniosek został ponownie złożony do konsultacji przez podmiot odpowiedzialny 14 lutego br.

Co na to sam szpital. - W postanowieniu sąd nakazał nam niezwłoczne podjęcie leczenia tym lekiem, nakazał również wystąpienie do dyrektora oddziału NFZ z wnioskiem o sfinansowanie leczenia preparatem gilenya. Respektujemy decyzję sądu. Dlatego najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj chora zostanie przyjęta do szpitala, gdzie lekarz oceni czy lek może być u pacjentki zastosowany. Jeśli decyzja lekarza będzie pozytywna, chora zostanie przyjęta na oddział. Zamówiony lek już dotarł do szpitala - mówi Marzena Kacperska, rzecznik placówki.

Jednocześnie zapowiada odwołanie się szpitala od decyzji sądu: - Nasi prawnicy mają szereg wątpliwości do zapisów postanowienia. Będziemy prosić sąd o doprecyzowanie sformułowania "niezwłoczne podjęcie leczenia na czas trwania postępowania sądowego". Takie postępowanie może trwać kilka lat.

Rzecznik zwraca uwagę na sposób podania leku. Według wskazań rejestracyjnych pierwsza dawka leku musi być podana pod nadzorem lekarza z powodu występujących powikłań ze strony układu krążenia. Poza tym lek jest przeznaczony do stosowania ambulatoryjnego. - Szpital obowiązuje ustawa o świadczeniach zdrowotnych, która mówi jasno, że możemy leczyć pacjentów hospitalizowanych. To oznacza, że przez czas postępowania pacjentka będzie musiała być hospitalizowana.

Szpital zrealizuje także drugi z nałożonych przez sąd obowiązków, czyli wystąpienie do Funduszu o refundację. Do wniosku zostanie dołączona decyzja sądu. Póki co bowiem, dolnośląski oddział NFZ nie komentuje sprawy.

- Nie wiemy jeszcze, czy chora zostanie hospitalizowana, a jeśli nawet nastąpi kontynuacja leczenia, jak szpital będzie chciał rozliczyć terapię  - mówi Joanna Mierzwińska, rzecznik prasowy NFZ we Wrocławiu.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH