W czasie wakacji wzrasta zainteresowanie zażywaniem tzw. dopalaczy. Niektórym samorządom udało się zapobiec handlowania takimi substancjami - informuje Rzeczpospolita.

Sprzedawcy dopalaczy wyszli poza sklepy i substancje są oferowane na stoiskach firmowych. Wzdłuż wybrzeża Bałtyku pojawiło się ok. 50 punktów sprzedaży. Jedno z nich na prywatnej posesji pracownika prywatnej przychodni, a w Kołobrzegu na terenie państwowej spółki Uzdrowisko Kołobrzeg.

Jak tłumaczy Agata Haraj, wiceprezes ds. marketingu Uzdrowiska, spółka została wprowadzona w błąd: - Umowa o dzierżawę dotyczyła sprzedaży pamiątek i letniej odzieży. Gdybyśmy wiedzieli, że chodzi o dopalacze, odmówilibyśmy.

Uzdrowisko umowę wypowiedziało już dwa tygodnie temu, ale dzierżawca wypowiedzenia nie przyjął i teraz trzeba czekać, aż – z końcem lipca – umowa wygaśnie.

– Nie możemy ich usunąć siłą, bo obowiązują nas procedury – przyznaje Agata Haraj. – W takiej sytuacji możemy jedynie nie przedłużyć umowy.

Prawo jest w tej sytuacji bezradne. - Umowy spisujemy precyzyjnie, przewidując, że będą próby utrudniania nam działalności. Handlujemy zgodnie z prawem. Nasze produkty to wyroby kolekcjonerskie i jako takie mieszczą się w zapisach umów – przyznaje dystrybutor dopalaczy.

Jednak w Świnoujściu udało się wygrać pierwszą bitwę z handlarzami dopalaczy. Najpierw przekonano handlujące dopalaczami sprzedawczynie, że warto znaleźć sobie inną pracę. Potem miasto dosłownie odcięło stoisko od świata, organizując obok parking. Do tego była seria kontroli: inspekcja handlowa, sanepid, policja.

Posypały się mandaty za złamanie prawa lokalnego. Według policji towar sprzedawany na stoisku był sprzeczny z zapisami uchwały Rady Miejskiej dotyczącej handlu w mieście. Według tej interpretacji dopalacze nie mieściły się w definicji pamiątek i materiałów kolekcjonerskich.

Dopalacze to popularna nazwa produktów, które trafiły na rynek jako legalna alternatywa dla narkotyków. Zawierają związki chemiczne o działaniu psychoaktywnym lub psychomotorycznym, których nie ma na liście specyfików zabronionych w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii.

Substancje te, sprzedawane najczęściej w formie tabletek lub mieszanek ziołowych mogą mieć właściwości wzmacniające, uspokajające lub wywoływać halucynacje. Część do niedawna sprzedawanych dopalaczy zawierała np. N-benzylopiperazynę (BZP), składnik, który na ośrodkowy układ nerwowy działa jak amfetamina czy metaamfetamina.

Stosowania BZP zabroniła nowelizacja ustawy z 8 maja 2009 roku i produkty z tym składnikiem wycofano z rynku. Specjaliści już wtedy twierdzili jednak, że skuteczniej działałby zakaz stosowania całych grup specyfików, bo producenci dopalaczy łatwo wygrywają wyścig z legislacją – zabronione substancje szybko zastępują innymi, o nowych nazwach i nieco zmodyfikowanym składzie.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH