W bazie WHO znajduje się już ponad 5 mln opisów wystąpienia działań niepożądanych leków. Również Polska ma w tym swój udział. Jednak mimo rosnącej liczby zgłoszeń działań polekowych, na tle innych państw europejskich wypadamy niezwykle słabo. W 2009 roku do URPL wpłynęło ok. 3,5 tys. raportów.
– By dorównać standardom europejskim musielibyśmy dodać do tej liczby przynajmniej jedno zero – oceniła Agata Maciejczyk, kierownik wydziału monitorowania działań niepożądanych URPL.
Około jedna trzecia zgłoszonych przypadków działań, to zgłoszenia spontaniczne, czynione przez pracowników fachowych opieki medycznej, głównie lekarzy. – Z 1212 przypadków, 440 zgłoszeń pochodziło z ośrodków regionalnych, glównie krakowskiego – dodała kierownik wydziału.
Obecnie w Polsce obowiązek spoczywa na lekarzach, farmaceutach i tzw. innych fachowych pracownikach systemu opieki zdrowotnej – pielęgniarkach czy ratownikach medycznych.
– W UE nie są honorowane zgłoszenia od pacjentów i ich rodzin. Wkrótce to się jednak zmieni. Według nowelizowanej dyrektywy unijnej, pacjenci mają stać się pełnoprawnym partnerem do zgłaszania działań niepożądanych – przypomina Agata Maciejczyk.
Zgłoszenia można dokonać na jednym z dostępnych formularzy. Najbardziej popularnym jest tzw. żółta karta.
System zgłaszania działań niepożądanych powstał na początku lat 60-tych w Wielkiej Brytanii. Z uwagi na żywą jeszcze wtedy pamięć o drugiej wojnie światowej i stosowanych w tamtym czasie tablic ostrzegawczych w żółtym kolorze, system zgłaszania działań niepożądanych przyjął się w tym właśnie kolorze.
Jednak jak dodaje Agata Maciejczyk, wystarczy zgłoszenie na zwykłej kartce, by brak formularza nie stanowił powodu zaniechania przekazania informacji.
Czytaj więcej: Jarosław Woroń | Wojciech Łuszczyna | Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych | działania niepożądane produktów leczniczych | Agata Maciejczyk | działania niepożądane
Zadbali o rozwój i zabawę chorych dzieci