Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia | 11-04-2013 06:15

Technik farmaceutyczny: przeżytek czy sposób na tańszego pracownika?

Naczelna Rada Aptekarska wydała w tym roku dwa stanowiska dotyczące techników farmaceutycznych i punktów aptecznych. W tym pierwszym przypadku postuluje wygaszanie kształcenia w tym zawodzie i stopniowe zastępowanie techników magistrami farmacji.

Natomiast punkty apteczne, które znajdują się głównie w małych miastach i na wsi (jest ich obecnie około 2,5 tysiąca), powinny zostać według NRA zastąpione tzw. aptekami wiejskimi z pełnym asortymentem leków, kierowanymi przez magistrów farmacji.

- Samorząd aptekarski domaga się likwidacji punktów aptecznych lub ich przekształcenia w apteki typu wiejskiego, co jest możliwe w naszym systemie prawnym - stwierdza prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz.

- Punkty apteczne miały być zlikwidowane już w 1997 roku. Ale okazuje się, że rozwiązania prowizoryczne są najbardziej trwałe. Mieszkańcy tych obszarów mają prawo do takiej samej jakości usługi farmaceutycznej i dostępu do wszystkich leków, jak pozostali obywatele - dodaje.

Podczas niedawnego posiedzenia sejmowej komisji zdrowia dotyczącej bezpieczeństwa systemu dystrybucji leków (20 marca br.) wiceminister zdrowia, Igor Radziewicz-Winnicki wspomniał, że już dochodzi do powolnego procesu przekształcania punktów aptecznych w apteki.

Duch czasu
Inna sprawa to likwidacja zawodu. - Technik farmaceutyczny to zawód medyczny, gdzie nadal dopuszczalne jest kształcenie policealne. Zrezygnowano z takich możliwości zdobywania kwalifikacji zawodowych w wypadku pielęgniarek, położnych, analityków i ratowników medycznych. Nie kształci się już od dawna felczerów. Trzeba iść z duchem czasu - podkreśla prezes Kucharewicz.

Jak jednak zaznacza, każdy ma prawo skończyć studia wyższe. - Dlatego zaproponowaliśmy zakończenie naboru i w perspektywie dwóch-trzech lat procesu kształcenia na poziomie szkoły policealnej na kierunku technik farmaceutyczny. Chcielibyśmy to wpisać do nieistniejącej jeszcze ustawy o zawodzie farmaceuty. Stanowisko dziekanów wydziałów farmaceutycznych jest zbieżne z naszym - wyjaśnia.

Prezes NRA zauważa, że zgodnie z deklaracją bolońską nie ma dwustopniowego kształcenia w zawodach medycznych.

Kształcenie farmaceutów w krajach UE jest zharmonizowane, co oznacza, że minimalne wymagania dotyczące kształcenia zostały uregulowane na gruncie prawa wspólnotowego w postaci dyrektywy 2005/36/WE ws. uznawania kwalifikacji zawodowych.

Transpozycja tego prawa została dokonana w ustawie o szkolnictwie wyższym w postaci wyodrębnienia kierunków studiów prowadzonych wyłącznie jako jednolite studia magisterskie, w tym medycznych. We wszystkich innych obowiązuje podział na studia I i II stopnia, co wynika z deklaracji bolońskiej.

Polityka i ekonomia
Zupełnie odmienne zdanie na swój temat mają technicy farmaceutyczni. Ich zdaniem są potrzebni.

- Obecnie czynnych zawodowo jest około 35 tysięcy techników farmaceutycznych zatrudnionych w aptekach ogólnodostępnych, szpitalnych i punktach aptecznych. Są to jednak dane szacunkowe, ponieważ nie istnieje samorząd zawodowy zrzeszający przedstawicieli naszego zawodu - wyjaśnia Dominik Żyro, prezes Związku Zawodowego Techników Farmaceutycznych RP.

Dla techników, wyciąganie tej sprawy teraz przez NRA, to temat zastępczy.

 - Odnosimy niestety wrażenie, że NRA "zajęła się" sprawami techników jako tematem zastępczym. Jeszcze niedawno dużo dyskutowano o pogarszającej się sytuacji ekonomicznej aptek, o marżach, o agresywnych działaniach aptek sieciowych. To te problemy przekładają się na zatrudnianie farmaceutów i techników farmaceutycznych.

Technik jest pracownikiem tańszym w utrzymaniu przez pracodawcę. Problem leży w tym, że to sytuacja ekonomiczna wielu aptek nie pozwala na zatrudnianie 3 czy 4 farmaceutów, a jedynie 2 i kilku "tańszych" techników.

O jakości nauczania
Technicy nie zgadzają się także z twierdzeniem, że tylko magister farmacji jest jedynym gwarantem wysokiej jakości świadczonych przez aptekę usług farmaceutycznych.  Od lat zabiegają o możliwość dokształcania się w tym zawodzie. Podkreślają, że stojąc latami za tzw. pierwszym stołem, zdobywają wiedzę czasami nie ustępującą tej magistrom farmacji.

- Nie twierdzę, że wykształcenie magistra farmacji jest bez wartości. Nie mam złudzeń, ze wiedza zdobywana na 5-letnich studiach jest o wiele większa od tej, jaką posiada technik farmaceutyczny - stwierdza dr Sławomir Smolik z Katedry i Zakładu Biochemii Wydziału Farmaceutycznego z Oddziałem Medycyny Laboratoryjnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ale, jego zdaniem, nie należy deprecjonować systemu szkolnictwa zawodowego w tym zakresie. Dr Smolik podkreśla, że od 2007 roku absolwenci policealnych szkół farmaceutycznych po ukończeniu nauki obowiązkowo muszą przystąpić do dwuetapowego egzaminu państwowego złożonego z części praktycznej i teoretycznej.

- Egzaminując techników farmaceutycznych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej udało się osiągnąć coś, czego nigdy nie zrealizowano w procesie kształcenia magistrów farmacji: wszyscy absolwenci policealnych szkół farmaceutycznych wykonują te same zadania egzaminacyjne sprawdzane według tych samych kryteriów - podkreśla Smolik.

- Podobne rygory spełniał jedynie lekarski egzamin państwowy zdawany po zakończeniu studiów na wydziałach medycznych. Jak jednak wiemy, nie został on wprowadzony dla absolwentów kierunków farmaceutycznych - dodaje.

Technicy podkreślają, że do tej pory nawet resort zdrowia nie kwestionował ich kształcenia. - Zawsze otrzymywaliśmy z Ministerstwa Zdrowia odpowiedź, że "system kształcenia techników farmaceutycznych w Polsce jest zadowalający" - podkreśla Dominik Żyro.

- Wystąpiliśmy na początku roku do resortu z prośbą o spotkanie w sprawie planów dotyczących zawodu. Otrzymaliśmy pismo z prośbą o przedstawienie tematów spotkania, wśród których wymieniliśmy m.in.: postulaty odnośnie zmiany jakości kształcenia techników farmaceutycznych, podnoszenia kwalifikacji przez techników wykonujących swój zawód oraz zapytanie, jakie są zamiary MZ w stosunku do techników farmaceutycznych w związku z przygotowywanymi zmianami w prawie farmaceutycznym. Otrzymaliśmy odpowiedź, że spotkanie nie zostanie zorganizowane - opowiada.

Tylko nauka od podstaw
Jak do tej pory nie udało się ruszyć do przodu kwestii otwarcia w Polsce licencjatu dla farmaceutów. W obecnym systemie prawnym nie ma możliwości uruchomienia licencjatu farmaceutycznego i wprowadzenia pośredniego etapu kształcenia. Jeśli technik farmaceutyczny chce podnieść swoje kwalifikacje, ma możliwość podjęcia 5-letnich studiów dziennych lub zaocznych na wydziale farmaceutycznym uniwersytetu medycznego.

Znowu pojawia się kwestia pieniędzy. - Z takiego rozwiązania mogą skorzystać tylko nieliczni: osoby młode, które nie założyły jeszcze rodzin. Aktywni zawodowo technicy nie mają jakichkolwiek szans na to, by wykonywać swoje czynności fachowe przez 7 lub 8 godzin, jednocześnie studiując na wydziale farmacji, nawet w trybie tzw. studiów niestacjonarnych oferowanych przez uniwersytety medyczne. Tego typu odbywają się i tak dziennie, a koszt pełnych studiów to kwoty rzędu 80-100 tys. zł - opisuje Dominik Żyro.

- Trzeba powiedzieć otwarcie, że jest to dla tych uczelni dobry biznes. Jedynym ułatwieniem dla studenta jest obniżenie blisko o połowę progu punktowego kwalifikującego na przyjęcie na studia, w związku z czym chętnych - tych "bogatszych" - nie brakuje - dodaje.

Technicy w dalszym ciągu nie mają także możliwości podnoszenia kwalifikacji zawodowych poprzez kursy i szkolenia. - Brak jest regulacji prawnych nakładających na nas obowiązek kształcenia ustawicznego. Należy pamiętać, że farmacja to interdyscyplinarna, otwarta dziedzina. Zapisy o kształceniu techników farmaceutycznych również znajdowały się w projekcie Ustawy o niektórych zawodach medycznych, której nie będzie. To właśnie rola dla uniwersytetów medycznych - stworzyć możliwość dokształcenia techników - argumentuje przedstawiciel techników.