Paracetamol zamiast korzenia mikołajka, czyli o podróbkach ziół z Chin

W kraju są w sprzedaży sprowadzane nielegalnie do Polski suplementy diety lub preparaty ziołowe (np. odchudzające) zawierające niebezpieczne substancje. I jest się czym przejmować, bo dochodzi do zatruć. Osoby przyjmujące takie preparaty trafiają do szpitali. Na dobrą sprawę nie do końca wiadomo jakich specyfików należy się wystrzegać, bo kiepsko u nas z monitoringiem przypadków pacjentów toksykologicznych.

Pierwszy opisany polski przypadek zatrucia sibutraminą znajdującą się w "ziołach odchudzających" pochodzi z gdańskiego ośrodka toksykologii. Kobieta odchudzała się ziołami kupionymi w gabinecie odnowy biologicznej. Ponieważ efekt był niezadowalający, zwiększyła dawkę. Z objawami zatrucia amfetaminą trafiła do szpitala. Jednak amfetaminy w "ziołach" nie było, badania wykazały natomiast obecność sibutraminy.

Sibutramina jest nieamfetaminowym środkiem hamującym ośrodek łaknienia, inhibitorem wychwytu zwrotnego serotoniny, dopaminy i norepinefryny. Stosowana była jako lek odchudzający. W dawkach terapeutycznych mogła powodować m.in. wzrost ciśnienia tętniczego, tachykardię, przejściowe uszkodzenie wątroby, odwracalną trombocytopenię, drażliwość, niepokój, zaburzenia snu.

W zatruciach obserwowano niebezpieczne wzrosty ciśnienia tętniczego, tachykardię, drgawki, zespół serotoninowy. W badaniu SCOUT - Sibutramine Cardiovascular Outcomes Trial, stwierdzono 16% wzrost ryzyka poważnych powikłań m.in. zawału serca, udarów. Stwierdzono również poważne zaburzenia rytmu, zaburzenia przewodzenia.

Do 2010 roku na polskim rynku dostępne były dopuszczone do obrotu produkty zawierające sibutraminę. Jedyną formą legalnego wejścia w posiadanie tego leku było wykupienie go w aptece na podstawie recepty wypisanej przez lekarza. Sposobem na ominięcie konsultacji medycznej i kupienie leku w niższej cenie był zakup "zamienników" importowanych z Chin. Najczęściej przez Internet.

Ze względu na poważne działania niepożądane w zakresie układu krążenia sibutramina została wycofana z rynku farmaceutycznego. Jednak nadal w sprzedaży są sprowadzane nielegalnie do Polski suplementy diety lub preparaty ziołowe zawierające niebezpieczną substancję.

Zgadnij kotku, co jest w środku
- Z ilości ogłoszeń w Internecie wynika, że bariera na granicach jest mało szczelna i na polski rynek trafiają masowo produkty w postaci gotowych kapsułek lub substancji, które w niewiadomych warunkach są konfekcjonowane. Import odbywa się poza wszelką farmakologiczną czy sanitarną kontrolą - mówi Agnieszka Siwińska-Ziółkowska z katedry i zakładu medycyny sądowej Uniwersytetu Medycznego w Warszawie.

Pół biedy, gdyby problem polega jedynie na tym, że produkt jest sprzedawany przez nieuprawniony do tego podmiot. Niestety, często skład produktu odbiega od deklarowanego - nie wiadomo, co zawiera, ani w jakiej ilości. Poza badaniami wykonywanymi w Narodowym Instytucie Leków przy okazji wyrywkowych kontroli służb celnych, nikt nie sprawdza składu tych preparatów.

Nawet w przypadku produktu o tej samej nazwie, jedna jego partia może zawierać sibutraminę, inna może być jej pozbawiona. - O ile badania serii oryginalnego produktu leczniczego wskazują na jednorodność zawartości substancji czynnej we wszystkich opakowaniach leku, w przypadku fałszowanych preparatów ziołowych zdarza się, że badana część partii zawiera substancję aktywną biologicznie, inne je nie mają - wyjaśnia Bożenna Romatowska, zastępca dyrektora ds. badań kontrolnych NIL.

Innym problemem jest zawartość sibutraminy lub jej pochodnej - desmetylosibutraminy w tym samym produkcie w różnych dawkach. Konsumpcja preparatów jest zatem "podwójnie zaślepiona", żeby użyć terminu z badań klinicznych: ani "pacjent" ani "lekarz" nie wie, co chory dostaje.

Nawet jeśli w preparatach nie wykryto żadnych związków syntetycznych, nie wiadomo czy nie zawierają ekstraktów roślinnych, które mogą uszkadzać narządy wewnętrzne, np. nerki lub wątrobę.

- Wykonanie pełnej analizy składu jest trudne i bardzo kosztowne, szczególnie w przypadku ekstraktów pochodzenia roślinnego. Nie mamy substancji wzorcowych dla wszystkich ekstraktów, szczególnie tych egzotycznych - dodaje Agnieszka Ziółkowska.

Doktor google rządzi
Na forach użytkowniczki i użytkownicy zastanawiają się, dlaczego jedni podczas zażywania preparatów chudną, a inni nie. Zastanawiają się nad produktami, które różnią się między sobą jedną literą w nazwie. Meizhi Tanc jest przez część sklepów internetowych reklamowany jako preparat ziołowy, bez zawartości sibutraminy, a na dowód tego sprzedawcy zamieszczają analizę składu wykonaną w Instytucie Biotechnologii i Antybiotyków. Samozwańczy dystrybutorzy produktu Meizitanc deklarują w jego składzie obecność sibutraminy.

Szybkie chudnięcie oznacza, że najpewniej preparat zawiera sztuczne dodatki. - Cudów nie ma, bez wysiłku nie można schudnąć kilkanaście kilo w miesiąc zażywając tylko roślinny preparat. Wszystko co powoduje tak szybkie tempo chudnięcia zazwyczaj jest spowodowane dodatkiem tego typu - ocenia Agnieszka Ziółkowska.

Przed laty nawet specjaliści od medycyny sądowej zainteresowali się sibutraminą jako nowym związkiem, który potencjalnie może przyczynić się do zgonów. Tym bardziej, że jest to środek przyjmowany bez żadnego opamiętania, bez kontroli ze strony lekarzy i bez świadomości ze strony biorcy.

Ten problem nie ma granic, a racjonalne argumenty nie działają. Internet daje możliwość zakupu środka, daje też możliwość "wspierania się" w procederze. Nawet jeśli przyjmujący sibutraminę zauważają u siebie objawy toksycznego działania preparatu, są one lekceważone. Ból nerek, skoki ciśnienia, zawroty głowy i osłabienie są interpretowane jako efekty oczyszczania się organizmu z toksyn. Opisywane skutki uboczne, np. drętwienie ręki, spotykają się z "dobrymi" radami - weź magnez. Problem w tym, że drętwienie ręki może być objawem zwężenia naczyń krwionośnych w efekcie zażywania substancji.

Medialne dopalacze
Nie ma statystyki, ile osób zmarło z powodu zatrucia sibutraminą, ale takie przypadki się zdarzają. Jak podkreśla dr Piotr Burda, konsultant krajowy w dziedzinie toksykologii klinicznej, problemem jest wykazanie rzeczywistej liczby przypadków zatruć w Polsce. Dotyczą nie tylko suplementów diety i preparatów ziołowych, ale także dopalaczy, produktów kulturystycznych, napojów energetyzujących, środków ochrony roślin. Brak również kontroli zatruć innymi chemikaliami.

- Aktualny system rozliczania świadczeń medycznych powoduje, że część pacjentów trafiających do szpitala z powodu zatruć opuszcza go z rozpoznaniem nie zawsze obejmującym fakt zatrucia. Nawet w przypadku ciężkich zatruć, faktyczna przyczyna hospitalizacji często nie jest uwzględniana. Można te przypadki wyłapać dopiero, gdy zostanie postawione tzw. rozpoznanie współistniejące. O ile zostanie postawione - mówi dr Burda.

Pierwsze informacje o psychoaktywnym, szkodliwym działaniu preparatów pojawiły się w połowie lat 2000. Gdyby funkcjonował regularny monitoring zatruć dużo wcześniej wiedzielibyśmy o wzroście ich zażywania w skali kraju, co pozwoliłoby na wcześniejszą reakcję. Nie musiałoby dojść do takich spektakularnych medialnie akcji, jak w 2010 roku.

Podobnie jest w przypadku suplementów diety. Zauważono, że wraz ze wzrostem rynku suplementów diety, wzrasta liczba działań niepożądanych po ich zażyciu. Nawet takie składniki roślinne, jak dziurawiec czy szałwia, w pewnych okolicznościach powodują uszkodzenia wątroby czy nerek. Nie mówiąc już o produktach zafałszowanych, niewiadomego pochodzenia, których skład różni się od tego deklarowanego.

- W USA i Kanadzie od wielu lat funkcjonuje system, którego celem jest monitorowanie tych produktów, które trafiają z rynku azjatyckiego. Zdarza się, że w wyniku badania ziół tybetańskich o działaniu przeciwzapalnym, w składzie których deklarowany jest cenny, trudno dostępny i zbierany wysoko w górach “korzeń mikołajka” o właściwościach przeciwbólowych, znajduje się ibuprofen, paracetamol, sterydy.

Podobnie jest z produktami na potencję - zamiast reklamowanego proszku z rogu “jelenia tybetańskiego”, znajdowane były ogromne dawki sildenafilu, podstawowego składnika viagry i tadalfilu (cialisu). Problemem są również różne zanieczyszczenia, np. metale ciężkie - podsumowuje Piotr Burda.

Więcej o braku kontroli nad substancjami niebezpiecznymi w wywiadzie z konsultantem krajowym w dziedzinie toksykologii dr. Piotrem Burdą: Zatrucia toksykologiczne i chemiczne - potrzebny monitoring

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH