Leków recepturowych robi się mniej, ale one nadal są potrzebne Lidia Czyż: - Młodych aptekarzy zamiast uczyć, jak zrobić dany lek, uczy się technik sprzedaży.

Apteki coraz rzadziej wytwarzają leki recepturowe. Przez wielu nazywane po prostu lekami robionymi, są mniej popularne, ale to nie znaczy, że mniej potrzebne. Jednak w dobie "mcdonaldyzacji", wiele aptek traci swoje pierwotne przeznaczenie. Coraz częściej stają się narzędziem handlowym, nastawionym na maksymalizację zysku.

Jedne apteki potrafią tygodniowo realizować 40-50 leków recepturowych, inne z kolei tylko 2-3. Apteka musi posiadać na tyle wykwalifikowanego personelu i właściwego sprzętu, aby poza obsadą pierwszego stołu, jak bywa nazywana lada za okienkiem, farmaceuta miał możliwość te leki wykonywać. A to wiąże się oczywiście z kosztami. Dlatego coraz częściej zdarza się, że pacjenci w poszukiwaniu leku recepturowego wędrują od apteki do apteki.

Lidia Czyż, sekretarz podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej, konsultant wojewódzki w dziedzinie farmacji, irytuje się gdy słyszy argumenty o tym co mniej a co bardziej opłacalne.

To są koszty
– Te czasy, gdy farmaceuta traktował swój zawód jako pasję czy powołanie, dawno minęły. Młodych aptekarzy zamiast uczyć, jak zrobić dany lek, uczy się technik sprzedaży, które nakłonią nie pacjenta, a klienta do zakupu leków. Właściciele tłumaczą się, że pomimo dość wysokiej taksy – za leki wykonywane w warunkach jałowych 24 złote, koszty eksploatacji sprzętu czy utrzymania większej ilości personelu są znacznie wyższe. Prawda jest taka, że o wiele szybciej można zarobić „przy pierwszym stole”. Jednak warto zapytać, czy wówczas traktowany przez nich jako klient, pacjent będzie zadowolony – pyta Lidia Czyż.

Dodaje, że każdemu aptekarzowi satysfakcję powinna sprawiać możliwość wykonania leku dla konkretnego pacjenta, a co za tym idzie, pomocy w jego leczeniu. Jak dodaje, nawet z punktu marketingowego jest to świetny przykład pozyskania nowego pacjenta-klienta, który będzie zadowolony z szerokiego spectrum oferowanych usług.

Lidia Czyż podkreśla, że dużo takich leków ciągle przepisują pediatrzy, psychiatrzy, dermatolodzy czy alergolodzy. Dzięki temu pacjenci mają indywidualnie dobraną dawkę, w zależności od nasilenia choroby, wieku, płci czy wagi.

Niezmiennie potrzebne
– Przykładem niech będą leki od dermatologa. W recepturze można je przygotować w odpowiedniej ilości, na przykład 100 g maści. Produkowane hurtowo leki dla lecznictwa otwartego są z reguły w małych opakowaniach, kilkukrotnie mniejszych. To przekładałoby się na wydatki pacjenta i nie raz zmuszało go do przerwania długotrwałego procesu leczenia. Co więcej, takie leki mogą nie zawierać konserwantów, antyoksydantów, barwników, a więc środków pomocniczych wywołujących uczulenia u pewnej grupy pacjentów – argumentuje Czyż.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH