Komunikat nadziei: czy interpretacja resortu zdrowia rozwiązuje problem zakupu leków szpitalnych?

Pierwsze procedury przetargowe prowadzone w tym roku pokazały, że ograniczenie w postaci zakupu leków w cenie lub poniżej limitu zmusiło placówki do unieważniania przetargów. Oferenci nie byli skłonni do obniżania cen swoich produktów do wysokości, po której szpital mógł je kupić. Zdaniem Marka Balickiego, byłego ministra zdrowia, dyrektora Szpitala Wolskiego w Warszawie, komunikat resortu zdrowia dotyczący kupowania leków przez szpitale w dużej mierze rozwiązał ten problem.

Już w pierwszych dniach br.  pojawiły się dylematy związane z wyborem: ustawa refundacyjna czy ustawa o zamówieniach publicznych? Dotyczyły one problemu kontynuacji odbioru leków od dostawców na podstawie umów zawartych przed 2012 r. Jeśli wynegocjowane wówczas ceny produktów przekraczały limit finansowania ustalony przez ministra zdrowia na wykazie leków refundowanych, kupowanie leku po cenie wyższej niż urzędowa było złamaniem prawa.

Kolejny kłopot miał pojawić się wiosną, wraz z wygasaniem umów przetargowych podpisanych przed 2012 r. Istotnie, pojawił się. Informacje o pierwszych przetargach ogłaszanych w br. pokazały, że ceny oferentów przekraczają granicę cenową, do której szpitale mogą kupować leki.

Czy to koniec kłopotów?
Problem ma związek z grupowaniem leków. W jednej grupie mogą znaleźć się specyfiki o rożnych substancjach czynnych, o ile mają podobne działanie terapeutyczne, zbliżony mechanizm działania i takie same wskazania. Najtańszy z leków wyznacza limit. W odróżnieniu jednak od sprzedaży aptecznej, gdzie pacjent ma możliwość nabycia droższego leku pokrywając różnicę w cenie z własnej kieszeni, szpitale i ich pacjenci są takiej możliwości pozbawieni.

Zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy refundacyjnej, szpital nie może nabyć preparatu po cenie wyższej niż cena leku stanowiącego podstawę limitu. Pewnym złagodzeniem stanowiska była interpretacja Ministerstwa Zdrowia umożliwiająca odejście od limitu, jeśli lek będący przedmiotem zakupu posiada inną substancję czynną niż lek stanowiący podstawę limitu lub gdy limit jest ustalony na wyższej dawce specyfiku.

Marek Balicki, który już dwukrotnie w tym roku unieważniał przetargi (szpital nie mógł kupić leków po cenach zaproponowanych przez dostawców) jest zadowolony z tego rozwiązania. Jego zdaniem, znosi ono limity.

- Komunikat Ministerstwa Zdrowia załatwia sprawę: stwierdza, że limity dotyczą tylko leków opartych na tej samej substancji czynnej, co lek wyznaczający limit - wyjaśnia dyrektor Balicki.

- W przypadku innych substancji czynnych znosi przepisy art. 9 ustawy refundacyjnej. Na podstawie sporządzonej dla szpitala ekspertyzy nie powinniśmy mieć na przykład problemów z zakupem i stosowaniem insulin opartych na innej cząsteczce niż wyznaczająca limit - dodaje.

Były minister zdrowia przyznaje, że zaproponowane przez resort rozwiązanie, choć niezgodne z ustawą refundacyjną, jest jednak bardzo potrzebne. Nie przewiduje również, by z tego powodu dyrektor szpitala mógł być ukarany.

- Nieprzestrzeganie art. 9 ustawy o refundacji nie wiąże się z sankcjami karnymi. Oparte jest na ogólnej odpowiedzialności dyrektora, który w przypadku wątpliwości może posłużyć się wydanym przez resort komunikatem - zaznacza Marek Balicki.

Dyrektorzy mają wątpliwości
Dyrektor Balicki "przetarł szlak" tegorocznych procedur przetargowych. W przypadku wielu innych szpitali umowy na dostawy leków są nadal ważne.

- Nie przeprowadzaliśmy jeszcze przetargu i nie musimy obecnie składać zamówienia, ale już zapoznajemy się z opiniami prawników - mówi Janusz Atłachowicz, prezes Szpitala Powiatowego Sp. z o.o. w Rawiczu.

Podobnie jest  w Szpitalu Wojewódzkim Samodzielnym Publicznym ZOZ im. Karola Marcinkowskiego w Zielonej Górze.

- Mamy zapas leków. Umowy obowiązują do połowy czerwca  - wyjaśnia Małgorzata Olczyk, kierownik apteki szpitalnej.

Stowarzyszenie Menedżerów Opieki Zdrowotnej STOMOZ wyraża natomiast chęć spotkania z wiceministrem zdrowia Markiem Haberem i  omówienia problemu. Komunikat resortu jest ważny, ale - jak się okazuje - nie rozwiewa wszystkich wątpliwości.

Różne kalkulacje

Na razie największym problemem są braki na rynku podstawowych leków stosowanych w chemioterapii. Jak informował portal rynekzdrowia.pl, wynika to częściowo z technologiczno-produkcyjnych kłopotów jednego z głównych wytwórców. Nieoficjalnie mówi się jednak, że braki cytostatyków są spowodowane ograniczeniem dostaw przez producentów. W celu ratowania sytuacji, minister zdrowia wydał zgodę na import w ilościach hurtowych zamienników brakujących chemioterapeutyków.

- Możliwe, że chodzi o zbyt nisko ustawioną cenę, która nie jest wystarczająco atrakcyjna dla firm - mówi Małgorzata Olczyk. Zwraca jednocześnie uwagę, że zazwyczaj leki z importu docelowego są droższe, a procedura ich pozyskania - długotrwała. Pozostaje także  pytanie, czy NFZ rozliczy produkty po cenie, za jaką kupił je szpital.

Farmaceuci szpitalni zauważają jeszcze jeden problem związany z przepisami ustawy refundacyjnej. Art. 9 nakłada na lecznice wymóg kupowania leku z uwzględnieniem liczby określonej dawki dobowej specyfiku. Wyliczane przez farmaceutów stawki, po których szpital może kupić lek, mogą się różnić od cen kalkulowanych przez hurtownika, co wynika ze skomplikowanej procedury liczenia.

Z punktu widzenia farmaceutów szpitalnych, ustawa refundacyjna w kilku miejscach nie jest jasna. Dlatego Naczelna Rada Aptekarska zwróciła się z wątpliwościami do resortu zdrowia z prośbą o wyjaśnienie pewnych kwestii. Podobał się artykuł? Podziel się!

IX EUROPEJSKI KONGRES GOSPODARCZY

10-12 maja 2017 • Katowice • Międzynarodowe Centrum Kongresowe i Spodek

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH