Od nowego roku, po wejściu w życie ustawy refundacyjnej, pacjenci zapłacą za insulinę mniej niż obecnie - zapewnił w środę (21 grudnia) w Sejmie wiceminister zdrowia Jakub Szulc.
Wiceminister odpowiadał na pytania Tadeusza Tomaszewskiego i Marka Balta (SLD) w sprawie refundacji leków dla osób chorych na cukrzycę.
Wiceminister poinformował, że obecnie za najtańszą dostępną na rynku insulinę pacjenci płacą 10 zł (jest to dopłata pacjenta, w sumie koszt leku to 110 zł); od 1 stycznia preparat ten będzie sprzedawany po cenie ryczałtu - 3,2 zł. Do ceny najpopularniejszej insuliny, której w Polsce zużywa się najwięcej, pacjenci dopłacają ok. 25 zł; po nowym roku dopłata wyniesie ok. 15 zł.
Szulc podkreślił, że będzie to skutkiem wejścia w życie ustawy refundacyjnej i negocjacji cenowych z firmami farmaceutycznymi, które resort zdrowia zamknął kilka dni temu.
Dodał, że dzięki temu ceny leków spadną mniej więcej o 10 proc. Szulc pytany był także o ceny pasków do pomiaru cukru. Przyznał, że w tym przypadku ceny wzrosną - dziś najtańsze paski dostępne są na ryczałt, czyli po 3,2 zł, za droższe zapłacić trzeba do 20 zł za opakowanie (w najczęściej spotykanych na rynku jest 50-100 sztuk). Po wejściu w życie ustawy refundacyjnej pacjenci zapłacą za paski od 11,3 zł do 14 zł.
Wiceminister wyjaśnił, że obecnie refundacja pasków jest bardziej kosztowna niż refundacja insulin. - Rocznie na insulinę wydajemy 560 mln zł, zaś na refundację pasków - 600 mln zł. A trzeba zauważyć, że paski nie polepszają poziomu życia pacjentów, a tylko pozwalają stwierdzić, czy poziom cukru spadł, czy wzrósł. Może to budzić niepokój, czy przy takim poziomie zużycia pasków nie dochodzi do nadużyć. Stąd decyzja, by zamiast ryczałtu wprowadzić 30 proc. dopłaty - powiedział Szulc.
Czytaj więcej: cukrzyca | Jakub Szulc | refundacja insulin
Sejm: komisje za ratyfikacją Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych
Rozumiem, że mogą zdarzać się przypadki nadużyć, ale gdy ktoś ma tę cukrzycę i sam lub za pośrednictwem rodzica/opiekuna odbiera te leki to gdzie tu miejsce na nadużycie?
My możemy zrobić dla pani tylko tyle, reszta, to pani problem. I to pani musi wiedzieć, jakie pytania trzeba zadawać, bo to pani jest chora, my nie pomyślimy, że w tym siedzimy i moglibyśmy coś doradzić.
No dobra, najczęściej same od siebie doradzają - przynajmniej w moim przypadku - pielęgniarki, niekiedy trafi się na miłą/miłego aptekarkę/rza. Jednak to nie reguła, a wielu lekarzy zachowuje się, jakby "w piórka obrosło".