Gruźlica 2012: nadal brakuje leków - czas mija, problem pozostaje

24 marca obchodzimy Światowy Dzień Walki z Gruźlicą. Czy polscy pulmonolodzy i ich pacjenci mają jednak co świętować w sytuacji, gdy braki leków na rynku uzupełniane są interwencyjnie? W 2009 r. poseł Bartosz Arłukowicz pytał minister zdrowia Ewę Kopacz w interpelacji nr 9598, co zamierza zrobić w sprawie chorych na gruźlicę. Pytanie nadal jest aktualne. Różnica polega jedynie na tym, że pytający musi obecnie odpowiedzieć na nie sam.

We wspomnianej interpelacji Bartosz Arłukowicz odniósł się m.in. do dostępności leku w ramach importu docelowego: - "Oczywisty jest fakt, jak uciążliwe dla pacjenta jest pokonanie tej długotrwałej biurokratycznej procedury. Stąd też trudno nie zgodzić się z powszechną w środowisku pulmonologów opinią, że ze względów finansowych część chorych może zaprzestać leczenia, co skutkować będzie koniecznością stosowania o wiele droższych terapii w późniejszych stadiach choroby."

Izolować, nie zamykać

Przez wieki medycyna odnotowała znaczący postęp. Ale w przypadku walki z gruźlicą, jedna zasada decydująca o sukcesie w zahamowaniu rozprzestrzeniania się choroby pozostała niezmienna: chodzi o oddzielenie prątkującego chorego od osób zdrowych.

Praktyka separowania chorych od zdrowej populacji była stosowana już w starożytności. Termin "kwarantanna" użyty po raz pierwszy w XIV w. w odniesieniu do zakażonych pasażerów i członków załóg statków przybywających do portu w Ragusa (Dubrownik), pochodzi od włoskiego słowa "quaranta" (czterdzieści) - tyle trwał wówczas czas izolacji.

Obecnie tę kwestię w Polsce powinna regulować ustawa o chorobach zakaźnych i zakażeniach. Jednak dr Iwona Witkiewicz, zachodniopomorski konsultant w dziedzinie chorób płuc, ordynator oddziału gruźlicy i chorób płuc w Szpitalu Szczecin-Zdunowo ocenia, że system opisany w ustawie ma pewne drobne, ale pełne konsekwencji luki. Ustawa nie wskazuje, co zrobić z prątkującym pacjentem, który uporczywie i złośliwie uchyla się od leczenia.

Problem jest tym większy, że proces leczenia jest długi, a przez to dotkliwy. Trwa nie krócej niż 180 dni, a jego faza szpitalna, czyli okres izolacji, nie krócej niż 30. Jeśli do szpitala trafia pacjent z zaawansowaną chorobą, średnia leczenia szpitalnego przedłuża się do 90 dni.

Pacjent "na gigancie"

Nie wszyscy pacjenci są świadomi zagrożenia, jakie mogą stwarzać dla innych i z trudem poddają się reżimowi sanitarnemu. Tym bardziej, że izolowani często nie odczuwają poważnych dolegliwości, wymagających leżenia. W efekcie zdarzają się ucieczki chorych ze szpitala. Placówka powiadamia wtedy sanepid, po czym pacjent jest poszukiwany przez policję i doprowadzany na leczenie. Bywa, że po tygodniu terapii chory ucieka ponownie i wszystko zaczyna się od początku.

Z drugiej strony, jak zauważa dr Iwona Witkiewicz, w przypadku konieczności odseparowania chorego od zdrowych osób, mamy do czynienia z problemem natury etycznej. Zamknięcie pacjenta "pod kluczem", uniemożliwienie kontaktu z bliskimi lub inne ograniczenia są naruszeniem praw człowieka i stoją w sprzeczności z ustawą o prawach pacjenta. 

Kolejny problem pojawia się po wypisaniu ze szpitala, gdy chory wkracza w ambulatoryjną fazę leczenia. Pacjent powinien zgłosić się do poradni. Gdy obowiązywała zasada rejonizacji, szpital kierował chorego, zgodnie z jego meldunkiem, do konkretnej placówki. Dzięki temu można było szybko zweryfikować, czy dana osoba kontynuuje leczenie. Obecnie nie ma odgórnego nadzoru nad pacjentem, a informacja o przerwaniu terapii dociera ze znacznym opóźnieniem.

Braki na liście refundacyjnej

Dodatkowym problemem dla pulmonologów i ich pacjentów stał się ostatnio brak na rynku leków przeciwgruźliczych. W 2009 r. krajowy producent zaprzestał wytwarzania izoniazydu. Ministerstwo Zdrowia zwróciło się wówczas do firmy Zentiva z prośbą o przeznaczenie określonej ilości preparatu nidrazid (izoniazyd), wyprodukowanego na potrzeby innych krajów, dla polskich pacjentów. Początkowo sprzedaż odbywała się na podstawie importu docelowego z Czech. 30 czerwca 2009 r. lek został zarejestrowany w Polsce, a od 16 grudnia 2009 r. objęto go refundacją.

- Od lipca 2011 r., ze względu na problemy produkcyjne wynikające z braku surowca, nidrazid jest niedostępny w Polsce i innych krajach. Aktualnie firma poszukuje nowego dostawcy substancji czynnej do produkcji tego leku - wyjaśnia Anna Cywińska, rzecznik koncernu Sanofi Aventis, który przejął czeską Zentivę.

Z końcem września ub. roku Ministerstwo Zdrowia wydało zgodę na czasowe wprowadzenie do obrotu izoniazydu produkcji bułgarskiej (Milve Pharmaceuticals Plants). Specyfik jest dostępny w ramach importu docelowego.

Na liście leków refundowanych obowiązującej od 1 stycznia 2012 r. zabrakło kolejnego preparatu przeciwko gruźlicy - etambutolu. Producent leku poinformował, że "ustawa refundacyjna nie pozwalała na złożenie wniosku o objęcie refundacją leku w cenie wyższej niż ta z 2011 roku, przez co jego produkcja przestała być rentowna".

Karkołomnym rozwiązaniem jest w tej sytuacji tymczasowa oferta ogłoszona przez Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc, który dysponuje etambutolem przekazanym w darowiźnie przez wytwórcę. Lek jest bezpłatnie przesyłany dla chorych na adres przychodni, w której leczy się pacjent, przy czym warunek jego przyznania to rejestracja chorego w Krajowym Rejestrze Zachorowań na Gruźlicę.

Pozostający na liście rifamazid, mimo statusu "bezpłatny", wiąże się z niewielką, ale jednak kłopotliwą dla bezdomnych lub niezamożnych odpłatnością.

Będzie więcej zachorowań?

Gruźlica wciąż stanowi na świecie poważny problem: rocznie rejestrowanych jest około 8 mln przypadków, umiera blisko 2 mln osób. Ogólny wskaźnik śmiertelności wynosi 23 proc., ale w krajach, w których liczba nosicieli wirusa HIV jest duża, wskaźnik umieralności sięga 50 proc.

W Polsce gruźlica nie jest problemem medycznym wykazującym tendencję wzrostową - stanowi raczej margines chorób pulmonologicznych. Zdaniem prof. Marii Korzeniowskiej-Koseli z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, możemy mówić o małej transmisji choroby w naszej społeczności. Chorują raczej ci, który byli zakażeni przed laty, a obecnie, w wyniku procesu starzenia i zmniejszenia odporności, dochodzi u nich do reaktywacji zakażenia.

Jednak dr Witkiewicz przypomina, że na potencjalne pogorszenie sytuacji może mieć także wpływ rosnąca liczna zakażeń HIV/AIDS oraz brak odporności u pacjentów leczonych immunosupresyjnie i przeciwnowotworowo.

U podstaw nowych źródeł zakażeń mogą stać również zmiany zachowań i duże migracje ludności związane z globalizacją. W przypadku Polski szczególne zagrożenie stwarza "ściana wschodnia", a Euro 2012 może okazać się sprawdzianem nie tylko dla służb porządkowych, ale i sanitarnych.

Podobał się artykuł? Podziel się!

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH