Dr Mrukowicz: w szczepionkach nie ma niebezpiecznej metylortęci

Używanie nazwy "rtęć" w podawanych dzieciom szczepionkach, jest bardzo mylące i szkodliwe. Do konserwacji szczepionek używa się etylowej pochodnej rtęci - tiomersalu, która tak się ma do metylortęci (czyli substancji, którą kojarzymy jako niebezpieczną rtęć, występującą w starych termometrach czy tuńczykach z zanieczyszczonych wód) jak alkohol etylowy do metylowego.

- Alkohol etylowy to wino, które wielu z nas lubi czasem wypić do kolacji. Metylowy to denaturat, od którego się ślepnie. Metylortęć powoduje ostre przewlekłe zatrucia, ale jej w szczepionkach nie ma - wyjaśnia w Gazecie Wyborczej dr Jacek Mrukowicz, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

Dr Jacek Mrukowicz nie nakłania także do kupna nowocześniejszych szczepionek zamiast skorzystania z refundowanych przez NFZ z powodu zawartości tiomersalu. - Nie ma żadnych naukowych dowodów na to, aby tiomersal szkodził. Kilkanaście niezależnych, prestiżowych instytutów badawczych - zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych - zajmowało się rzekomym związkiem między tiomersalem a autyzmem, ADHD czy jakimikolwiek innymi schorzeniami. Takiego związku nikomu nie udało się wykazać.

Dodaje jednak, że polski program szczepień odstaje nieco na niekorzyść od średniej UE z powodów finansowych: - Nie używamy najnowocześniejszych dostępnych preparatów. Są też państwa, które zapewniają dzieciom szerszy parasol ochronny, na większą liczbę schorzeń. Natomiast to co podajemy polskim dzieciom jest bezpieczne i zapewnia ochronę przed chorobami, które wcześniej zabijały.

Więcej: wyborcza.pl

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH