Co zrobić, żeby nocne dyżury nie rujnowały finansów aptek?

Jak wygląda statystyczny klient odwiedzający aptekę nocą? Najczęściej przychodzi jeszcze przed północą i korzysta przede wszystkim z dwóch rodzajów asortymentu: realizuje recepty na antybiotyki i leki przeciwbólowe oraz kupuje leki dla dzieci stosowane przy przeziębieniu i środki przeciwbólowe w ramach sprzedaży odręcznej.

Zakupy drugiej grupy nocnych klientów, płci obojga, w okolicach lat trzydziestu wskazują, że dyżurujący aptekarz jest gwarantem bezpiecznego i przyjemnego seksu: w ruch bowiem idą prezerwatywy, intymne żele nawilżające i testy ciążowe.

Problem w tym, że za taką gotowość m.in. do uprzyjemniania życia innym nikt nie chce aptekarzom zapłacić. Koszt całonocnego dyżuru farmaceuty nie jest niski, a już na pewno nie są w stanie zrekompensować go sporadyczne zakupy.

Ile kosztują nocne dyżury

Farmaceuci, z aptekarską dokładnością wyliczyli, ile kosztują ich nocne dyżury. Do wykonania obliczeń przyjęto, iż średni czas dyżuru nocnego to 10 godzin. Całkowity koszt dyżurującego magistra farmacji w nocy, w dni powszechne kształtuje się na poziomie 26 zł za godzinę; w weekendy i dni świąteczne - 34,50 zł za godzinę. Do tego doliczono także pracę farmaceuty w weekendy i święta w godzinach dziennych (34,50 zł/godz.). W 2013 roku liczba dni wolnych od pracy przy uwzględnieniu wszystkich weekendów i świąt wynosi 114.

Ponieważ analiza została wykonana przez Wielkopolską Izbę Aptekarską, obliczenia oparto na liczbie aptek dyżurujących w tym okręgu. 52 dyżurujące apteki przemnożone przez 365 dni w roku daje 18 980 dyżurów nocnych rocznie. Do tego 5 928 dyżurów w weekendy i dni świąteczne.

W ten sposób, przyjmując, iż średni koszt godziny pracy dyżurującego magistra farmacji to 29,90 zł, obliczono, że na terenie izby wielkopolskiej całkowite wydatki na zapewnienie stałego dostępu do aptek to ok. 7,3 mln zł rocznie.

- Dyżury w porze nocnej są rzeczą nieopłacalną dla aptek jako podmiotów gospodarczych - przekonuje Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, podkreślając dwojakie podejście do traktowania aptek, w zależności od oczekiwań wobec nich.

 - Kiedy samorządy lokalne wymagają od farmaceutów pełnienia dyżurów, traktują nas jako osoby wykonujące zawód zaufania publicznego, a apteki jako placówki opieki zdrowotnej. Kiedy rozmowa schodzi na tematy kosztów prowadzenia takiej usługi, aptekarz staje się przedsiębiorcą prowadzącym działalność gospodarczą, który różni się jedynie rodzajem usługi czy towarem, który sprzedaje.

Nieco historii

To rozdwojenie jaźni bierze się w dużej mierze z pomieszania dwóch systemów: gospodarki planowej znanej przed 1989 rokiem z wolnorynkowym handlem.

- Zapis o dyżurach jest kalką z ustawy Prawo Farmaceutyczne, kiedy na rynku był tylko jeden podmiot - przedsiębiorstwo państwowe CEFARM. Apteki miały obowiązek zapewnić dostępność do leków, bo tak stanowiło państwo, a państwo to był CEFARM. Po zmianie ustroju skopiowano to rozwiązanie, wychodząc z założenia, że realizuje interes społeczny. Jednak nie uwzględniono w tym wszystkim zmian w zasadach działania rynku - opisuje Grzegorz Pakulski, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Kaliszu.

Z chwilą wprowadzenia zasad gospodarki wolnorynkowej, farmaceuci przejmowali apteki od CEFARM-u. Apteka stała się samodzielnym niezależnym podmiotem ochrony zdrowia. Jednocześnie aptekarze przejęli odpowiedzialność prawną za funkcjonowanie dyżurów, nie stając się jednak częścią systemu ochrony zdrowia. Z czasem apteki, które na początku były w większości w rękach farmaceutów - członków samorządu zawodowego, zaczęły wychodzić spod jurysdykcji Izby.

Gwoździem do trumny okazał się przepis, iż nie tylko farmaceuta może być właścicielem apteki. Okazało się, że w takich sytuacjach samorząd ma związane ręce.

- Jesteśmy samorządem zawodowym, a nie izbą rzemieślniczą i nie mamy wpływu na podmioty prowadzące apteki w kontekście nakłaniania do dyżurowania. Co z tego, że samorząd wymusza pewne działania na kierowniku apteki, kiedy ten ma nad sobą właściciela kierującego się zasadami wolnego handlu. Ten stan rzeczy doprowadził do sytuacji, że apteka stała się w powszechnym pojmowaniu tylko i wyłącznie miejscem obrotu. Dlatego obecnie wszyscy rozpatrują pozycję farmaceutów w kontekście ekonomii wynikającej z handlu - ocenia prezes Pakulski.

- Dobrze byłoby zastanowić się nad takim zmodyfikowaniem istniejącego systemu, żeby farmaceuta funkcjonował w systemie jak lekarz na dyżurze, który jest opłacany przez państwo za gotowość świadczenia usługi o odpowiedniej jakości - dodaje zdając sobie jednak sprawę, że nie jest to możliwe w dzisiejszej rzeczywistości i wymaga wprowadzenia kilku fundamentalnych zmian.

System naczyń połączonych

- Z punktu widzenia systemowego, czyli zapewnienia opieki zdrowotnej poprzez gwarancję wydania leku przez osobę kompetentną, instytucja dyżuru jest jak najbardziej wskazana. Jednak tak jak w przypadku Niemiec, państwo powinno partycypować w kosztach takiej usługi. W ślad za tym musi iść ograniczenie liczby beneficjentów systemu. Gdyby aptek było mniej, a potencjalnych odwiedzających więcej, w wymiarze czysto ekonomicznym jest to bardziej opłacalne. Przy obecnym rozdrobnieniu na rynku aptek, szczególnie w mniejszych miejscowościach, koszt dyżuru w ogóle się nie zwraca - ocenia prezes Pakulski.

W ten sposób wracamy do postulowanego przez samorząd aptekarski kryterium demografii i geografii aptek, czyli regulacji dotyczących otwierania nowych aptek, w zależności od liczby mieszkańców na danym terenie oraz odległości między poszczególnymi aptekami. Do tego pojawia się idea "apteki dla aptekarza" (właścicielem apteki jest farmaceuta bądź spółka aptekarzy), ograniczenie sprzedaży pozaaptecznej produktów leczniczych, która "wyprowadza" znaczną część asortymentu z aptek i związanych z tym zysków.

- Zastanawiam się, do jakiego stopnia pozwolimy sobie w najbliższym czasie na radykalne zmiany systemowe, które będą prowadziły do znormalizowania tego rynku, by dyskusja na temat dyżurów nigdy się nie powtarzała - dodaje prezes Pakulski.

Ulgi podatkowe na początek

Aptekarze przypominają fundament zmian: nie ma wolnego rynku tam, gdzie są zaangażowane pieniądze publiczne. Skoro mamy ustawę refundacyjną, która wprowadza ograniczenia w zyskach aptek, to w ślad za tym powinno się ograniczyć możliwość otwierania nowych aptek, gdyż nie jest możliwe ich funkcjonowanie przy niskich dochodach i jednocześnie stawianych wysokich wymaganiach jakościowych, co wynika z ustawy prawo farmaceutyczne.

Na razie farmaceuci zachęcają drugą stronę do wykazania odrobiny dobrej woli w zakresie partycypowania przez władze lokalne w kosztach nocnej opieki farmaceutycznej. Nie zawsze muszą to być gratyfikacje finansowe. - Wystarczy wyciągnąć do aptekarzy pomocną dłoń np. poprzez zmniejszenie podatków od nieruchomości dla właścicieli dyżurujących aptek - mówi prezes Jędrzejczak.

Podkreśla także jeszcze raz, kiedy jest uzasadnienie dla nocnego dyżuru: - Kiedy koreluje to z podmiotem, który udziela świadczeń zdrowotnych. Nie ma sensu dyżurować w tej miejscowości, gdzie nie ma dyżurującej placówki ze świadczeniami zdrowotnymi. Jeżeli jest pogotowie ratunkowe, albo jakiś punkt pomocy doraźnej, który udziela świadczeń zdrowotnych w porze nocnej, jest uzasadnienie dyżuru nocnego apteki ogólnodostępnej.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH