Bałaganu nie da się unowocześnić, czyli co premier wie o informatyzacji ochrony zdrowia?

Lekarze uważają, że Donald Tusk może nie wiedzieć, z jakimi problemami muszą się zmierzyć realizując zapisy ustawy refundacyjnej. Przed spotkaniem w kancelarii premiera (4 stycznia) zgłaszali różne oczekiwania dotyczące zmian w ustawie, ale w gruncie rzeczy problemem jest obarczenie ich biurokratycznymi obowiązkami i sankcjami finansowymi za błędne wystawianie recept.

Problemu by nie było, gdyby w sposób prosty i jednoznaczny można było określać poziom refundacji leku i zweryfikować ubezpieczenie pacjenta. Kluczem do tego jest informatyzacja ochrony zdrowia. Resort wie o tym.

Czy lekarzom z Porozumienia Zielonogórskiego, Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, portalu Konsylium24 oraz Federacji Pracodawców Ochrony Zdrowia uda się przekonać Donalda Tuska?

Andrzej Grzybowski z Federacji Pracodawców Ochrony Zdrowia przed spotkaniem z premierem powiedział w TVN Info, że w sytuacji, gdy żadna instytucja w Polsce nie jest w stanie wiarygodnie zweryfikować ubezpieczenia pacjenta, karanie lekarza bardzo go bulwersuje. Prezes PZ Jacek Krajewski dodał, że nie ma narzędzi do tego, żeby w sposób bezpieczny wykonywać zapisy ustawy refundacyjnej.

Resort zdrowia wie o potrzebie informatyzacji

Na początku grudnia 2011 r. doszło do polemiki wiceministra zdrowia Jakuba Szulca z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej Maciejem Hamankiewiczem. Minister zapewniał, że nie chce zarzucać lekarzy dodatkową biurokracją, natomiast chce mieć pewność, że publiczne pieniądze przeznaczane na refundację leków są właściwie wydatkowane.

Hamankiewicz replikował, że aby pieniądze na refundację były właściwie wydatkowane, konieczna jest informatyzacja ochrony zdrowia, a nie karanie lekarzy.

- Pan minister powinien od tego zacząć swoją wypowiedź. Gdyby istniał system informatyczny zawierający wszystkie dane dotyczące pacjenta i list refundacyjnych, nie byłoby żadnej dyskusji - zauważył szef samorządu lekarskiego.

Przyznał, że lekarze nie chcą brać odpowiedzialności za zmiany dokonywane przez ministerstwo na listach refundacyjnych, które mają być wprowadzane co dwa miesiące. - Trudno oczekiwać od lekarzy, że będą uczyli się na pamięć tych wykazów, zamiast poświęcać czas na leczenie pacjentów - tłumaczył Hamankiewicz.

Są pieniądze i projekty

Dla speców od informatyzacji, a więc osób niezaangażowanych bezpośrednio w konflikt dotyczący ustawy refundacyjnej, argument strony rządowej, że trzeba uszczelnić system w ten sposób, by lekarz weryfikował uprawnienia pacjenta do otrzymania recepty na leki refundowane oraz określał poziom refundacji przysługującej choremu, jest mało wiarygodny.

Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji dr inż. Wacław Iszkowski przypomniał w Programie Trzecim PR, że taki rejestr istnieje. - ZUS wie, kto jest ubezpieczony. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taki rejestr był dostępny dla lekarza czy przychodni na zasadzie takiej, że lekarz wpisuje pesel pacjenta i dowiaduje się, czy jest on ubezpieczony - powiedział Wacław Iszkowski w środę 4 stycznia.

Dodajmy, że prezes Federacji PZ, Jacek Krajewski pod koniec grudnia 2011 r. wystosował list otwarty do premiera, w którym również wskazywał, że rozwiązaniem problemu byłby połączenie baz danych Funduszu i ZUS, bo tylko ta druga instytucja jest w stanie potwierdzić, czy pacjent ma ważne ubezpieczanie.

- Nie jesteśmy w stanie pełnić roli stróżów publicznych pieniędzy bez odpowiednich narzędzi. Nie jesteśmy przecież jasnowidzami - powiedział w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Krajewski.

Ale wróćmy do ekspertów spoza branży medycznej. Krzysztof Szubert z BCC zauważył w radiowej ”Trójce”, że dostępne są środki unijne na informatyzację, m.in. z programu Innowacyjna Gospodarka, "natomiast do tej pory nie było zainteresowania ze strony rządu nowoczesnymi technologiami".

Bałaganu nie da się zinformatyzować

- W Polsce problemem jest bałagan biurokratyczny i gigantyczny rozrost biurokracji oraz niejasność przepisów. Informatyzowanie bałaganu jest niezmiernie trudne, kosztownie i de fato bez sensu - podkreślił Szubert.

Najpierw więc trzeba zlikwidować bałagan organizacyjny i niejasności w przepisach. W przeciwnym razie efekt będzie taki, jak w województwie śląskim, w którym ubezpieczeni mają karty chipowe, jednak w czasie tzw. protestu pieczątkowego nie zdały one egzaminu. W Częstochowie - jak informuje Gazeta Wyborcza - w przychodniach żądano druku RMUA albo odcinka emerytury.

Gdy ktoś nie miał tych dokumentów, a jedynie kartę chipową, musiał podpisać przygotowany formularz oświadczenia formatu A4, że pracodawca płaci składki. Dopiero wtedy mógł wejść do gabinetu. Tak to wyglądało w praktyce.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH