Awaryjny plan wystawiania recept - czy do końca przemyślany

Pierwsze dni protestu lekarzy związanego z wypisywaniem recept nie dają się jeszcze we znaki pacjentom. Przed 1 lipca wykupili potrzebne medykamenty. Jeśli jednak potrwa dłużej, mogą mieć problemy. Wyznaczono szpitale, w których lekarze mają wystawić pacjentowi prawidłowo wypisaną receptę, ale w praktyce jej uzyskanie może nie być takie proste.

Resort zdrowia i NFZ miały sporo czasu, żeby obmyśleć plan awaryjny na wypadek braku porozumienia z lekarzami.

Teoretycznie wszystko powinno zagrać: Fundusz wytypował placówki, które mają zająć się pacjentem z niewłaściwie wypisaną receptą, żeby mógł wykupić leki z odpowiednią odpłatnością; na stronach internetowych oddziałów są ich adresy, godziny pracy i numery telefonów; uruchomiono też specjalne infolinie, żeby w każdej chwili pacjent mógł uzyskać dodatkowe informacje.

A jednak ten system awaryjny szwankuje.

SOR - tam nie idź z receptą
Na przykład w województwie śląskim wyznaczono 135 placówek - jak to podano w oficjalnym komunikacie - ”realizujących świadczenia w ramach szpitalnego oddziału ratunkowego, izby przyjęć, nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, które od dnia 1 lipca 2012 roku zobowiązały się udzielać świadczeń i wystawiać recepty zgodnie z obowiązującym wzorem”.

Jedną z nich jest Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej. Pod podanym w wykazie numerem 33 810 26 10 znajduje się recepcja, ale pani która 4 lipca miała dyżur, nie wiedziała nawet, że jej szpital został wytypowany i odesłała nas do lekarza dyżurnego. Na dyżurze była Agnieszka Krawczyk.

- Dodzwonił się pan na izbę przyjęć, nie jest to dobre miejsce, by udzielać informacji - zauważyła i w telegraficznym skrócie zrelacjonowała, że do tej pory nie zdarzyło się, żeby ktoś przyszedł w sprawie przepisania recepty.

Gdyby się zjawił, przed wypisaniem, sprawdziłaby, na co pacjent choruje, na przykład na podstawie wcześniejszych wypisów ze szpitali.

- Jeśli o mnie chodzi, to wypisuję pacjentom recepty z właściwą odpłatnością - dodała zniecierpliwiona Agnieszka Krawczyk.

Czytaj też. Protestujący lekarz - raczej w prywatnym gabinecie?

W podobnym tonie, co zrozumiałe, przebiegała rozmowa z lekarzem dyżurnym Rafałem Woźnikowskim z SP ZOZ Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 3 w Rybniku. Przyjmuje się tu w ciągu doby 200-250 pacjentów w stanach nagłego zagrożenia zdrowia i życia.

- Dotychczas z takim problemem nikt się nie zgłosił. Gdyby jednak do nas trafił, to trzeba będzie takiego pacjenta zbadać, założyć dokumentację, uzasadnić badanie i konieczność ponownego wystawienia recepty - wyjaśnił Woźnikowski.

- Z pewnością ktoś taki nie zostanie szybko załatwiony, bo przed nim są osoby z zawałem, udarem, z wypadku itd. - podkreślił.

Na wspomniane 135 placówek z województwa śląskiego, aż 85 to szpitalne oddziały ratunkowe lub szpitalne izby przyjęć, a więc miejsca absolutnie nie przeznaczone do tego, żeby zajmować się ludźmi co prawda chorymi, ale w tej konkretnej sytuacji szukającymi raczej rozwiązania problemów biurokratycznych.

Lepiej iść do przychodni
Ktoś może powiedzieć, że w tego typu sprawach pacjenci mogą iść gdzie indziej, choćby do wyznaczonej przychodni. Wbrew pozorom to nie takie proste. Na przykład w Rybniku, choć to duże miasto, nie ma innej placówki upoważnionej do wystawiania recept zgodnie z obowiązującym wzorem. Nie ma rady: pacjenci muszą trafić na oblegany SOR.

W Bielsku-Białej jest jeszcze Bielskie Pogotowie Ratunkowe, ale - jak nam powiedziano 4 lipca przed południem - ”lekarza nie ma, będzie przyjmował w ambulatorium od 18. do rana”.

Podobnych przykładów jest więcej. Powiadomiliśmy Centralę NFZ o problemie, jaki mogą mieć z receptami SOR-y i szpitalne izby przyjęć.

- Nie można przepisać komuś recepty nie wiedząc na co choruje, skąd wziął receptę, czy to jest jego recepta… To stwarza olbrzymie pole do nadużyć - zauważył Rafał Woźnikowski.

Żeby wypisać, trzeba zbadać
Nie ma też uzasadnienia rozpowszechniane wśród pacjentów przekonanie, że chodzi o zwykłe przepisanie recepty, co zajmuje jedną chwilę. Odpowiedzialny lekarz czegoś takiego nie zrobi.

- Wyobraźmy sobie, że przyjdzie ktoś z receptą na lek przeciwbólowy ze składnikiem narkotycznym. Bez sprawdzenia i badania, odwiedzając kilkunastu lekarzy, mógłby dostać znaczne dawki takiego leku na podstawie jednej recepty. Kto za to odpowie, jeśli dojdzie do nieszczęścia? - zapytał retorycznie.

Podobne obawy mają inni lekarze. W Fakcie z 4 lipca pewien lekarz z placówki ujętej w wykazie NFZ zauważył, że ”pani prezes (NFZ) nie powiedziała, że my możemy przepisywać leki, jeśli mamy rozpoznanie medyczne. Pani prezes troszeczkę mówi na wyrost”.

Żalił się też, że na dyżurze nie ma możliwości rozpoznania choroby i nie mógłby wypisać leku.

- Dostałem od szefa pismo, że my mamy wypisywać tego typu recepty, tylko nie widzę podstawy prawnej, na jakiej podstawie mógłbym to robić - przyznał.

Skargi i informacje
Tabloid opisał też perypetie, jakie czekają pacjentów, którzy skorzystają z infolinii Ministerstwa Zdrowia, NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta.

Z oficjalnego komunikatu wynika, że można w nich uzyskać informację o placówce, ”w której lekarz wystawi, po przeprowadzeniu badania pacjenta, prawidłową receptę”. Infolinie, uruchomione również w oddziałach wojewódzkich NFZ, przyjmują też skargi na lekarzy.

W Centrali Funduszu (obsługą infolinii zajmują się dwie osoby) powiedziano nam, że najpewniejszym źródłem informacji o konkretnych zdarzeniach i placówkach wystawiających recepty wg odpowiedniego wzoru nie są infolinie urzędów centralnych. Najpełniejszą wiedzę mają oddziały wojewódzkie.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH