Specjaliści zachęcają: korzystajcie z HTZ!
- Marzena Sygut/Rynek Zdrowia
- 25-06-2011 08:00
Ginekolodzy, powołując się na najnowsze doniesienia z XIII Światowego Kongresu Międzynarodowego Towarzystwa Menopauzy, przekonują, że kobiety w okresie przejściowym mogą coraz częściej bezpiecznie sięgać po tabletki hormonalne. W Polsce z hormonalnej terapii zastępczej korzysta maksymalnie 10 proc. pacjentek, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych i krajach Europy Zachodniej odsetek ten sięga od 40 do 50 proc.
Prof. Tomasz Paszkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Menopauzy i Andropauzy zaznacza jednak, że hormony, choć odgrywają bardzo istotną rolę, nie rozwiązują wszystkich problemów związanych z jakością życia kobiety w tym okresie.
- HTZ stanowi tylko jeden z elementów opieki menopauzalnej. Nie zapominajmy, że wiek okołomenopauzalny jest szczytowym okresem występowania nowotworów - raka szyjki macicy, piersi, endometrium, jelita grubego. Kobiety tracąc estrogeny pełniące protekcyjną rolę w stosunku do chorób serca, zaczynają doganiać mężczyzn w częstotliwości występowania zawałów - wyjaśnia prof. Paszkowski.
Jak leczyćCały konsensus dotyczący leczenia hormonami opiera się na kilku prostych zasadach: zaczynać wcześnie, stosować krótko (od trzech do pięciu lat) i w małych dawkach, sięgać po plastry (wypadają lepiej pod względem profilu bezpieczeństwa), nie zaczynać terapii systemowej po 60. r. ż. Stosowaniu HTZ powinien także towarzyszyć zdrowy styl życia, aktywność fizyczna, odpowiednio dobrana dieta bogata w kwasy omega 3 i 6, a uboga w tłuszcze zwierzęce.
Ze względu na fakt, iż huśtawka hormonalna, na którą w tym czasie narażona jest kobieta, wpływa na jej samopoczucie, mogą pojawić się problemy z depresją oraz dołączyć kłopoty z nietrzymaniem moczu i trudności we współżyciu. Dlatego konieczna jest opieka psychiatryczna, endokrynologiczna, urologiczna, kardiologiczna, seksuologiczna oraz profilaktyka onkologiczna.
Bezpieczne hormonyBadania sprzed dziesięciu lat wskazujące, że hormonalna terapia menopauzalna może indukować raka piersi, wywołały wokół HTZ sporo zamieszania. Później okazało się, że problem dotyczył wyłącznie jednego leku.
Od tego czasu wiele się zmieniło, począwszy od dawek specyfików, poprzez konfigurację hormonów, na formach podania kończąc. Obecnie wiadomo, że dla kobiet z dolegliwościami układu pokarmowego bezpieczniejsze są plastry. Z tej formy HTZ korzysta 40 proc. Polek leczących się hormonalnie w okresie menopauzy.
Plastry z małą dawką hormonów zalecane są także przy chorobie zakrzepowo-zatorowej i zagrożeniu udarem. Chronią one układ naczyniowo-sercowy pacjentki poprzez spowolnienie powstawania uwapnionych blaszek miażdżycowych.
- Źle dobrany lek hormonalny może zwiększyć w tej grupie prawdopodobieństwo udaru nawet do 30 proc. Jednak hormon podany w plastrze nie tylko nie wpływa na wzrost ryzyka udaru, ale może mieć wręcz działanie protekcyjne - ocenia prof. Leszek Pawelczyk, kierownik Kliniki Niepłodności i Endokrynologii Rozrodu Katedry Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
Z kolei pacjentkom z grupy zwiększonego ryzyka zachorowania na raka piersi zaleca się tabletki dwuskładnikowe, zawierające estradiol i jeden z bezpiecznych progestagenów: mikronizowany progesteron lub dydrogesteron. Zalecany jest także plaster zawierający tylko estradiol, a doustnie lub dopochwowo, uzupełniająco, preparat zawierający mikronizowany progesteron.
Podstawą kwalifikacji do przyjmowania hormonów nie jest obecnie badanie poziomu hormonów, ale dokładny wywiad dotyczący objawów oraz prosty kwestionariusz, np. Skala Kupermana, w którym kobieta samodzielnie określa, jak bardzo konkretny objaw utrudnia jej życie.
Mocno i średnio nasilone objawy wypadowe wskazują, że kobieta powinna poddać się terapii hormonalnej.
- Badanie profilu hormonalnego wykonuje się w wyjątkowych sytuacjach. Powinno się ono opierać na określeniu hormonu przysadki mózgowej - FSH. Jego wysoki poziom świadczy o menopauzie. Natomiast badanie typowych hormonów płciowych może wręcz wprowadzić w błąd, zwłaszcza poziom estradiolu - twierdzi prof. Pawelczyk.
Terapia systemowa i miejscowaWedług najnowszych wytycznych z XIII Światowego Kongresu Międzynarodowego Towarzystwa Menopauzy wskazaniem do hormonalnej terapii systemowej są nasilone objawy wypadowe, natomiast wskazaniem do lokalnego zastępstwa estrogenów są objawy atrofii urogenitalnej. U niewielkiej liczby pacjentek, u których nie występują objawy menopauzalne lub występują, ale łagodne, można opanowywać dolegliwości metodami niehormonalnymi. Pozostałe kobiety kwalifikują się zwykle do systemowej lub miejscowej terapii hormonalnej.
Terapia systemowa, podawana w formie doustnej, przeskórnej lub iniekcji działa ogólnoustrojowo, przy czym kładzie się nacisk na minimalizowanie dawek hormonów. Standardowo podawane są tabletki zawierające 1 miligram substancji aktywnej, jednak ginekolodzy czekają na produkt pół miligramowy.
Tendencję do minimalizowania dawek widać też w preparatach dopochwowych. W Stanach Zjednoczonych dostępny jest specyfik, którego łączna, roczna dawka jest tylko nieco większa od tej zawartej w jednej doustnej tabletce hormonalnej. W Polsce powinien się on pojawić w ciągu dwóch lat.
Wiele kobiet, które nie wymagają terapii systemowej, czerpie wiele korzyści ze stosowania terapii miejscowej. Udowodniono, że niezależnie od formy podania hormonów (w kremie lub w tabletce dopochwowej) specyfiki odbudowują nabłonek pochwy likwidując przykre uczucie suchości i bolesności, które utrudnia współżycie.
- Wystarczą dwa-trzy dni stosowania aby zauważyć w badaniu mikroskopowym zmiany w nabłonku - twierdzi prof. Paszkowski.
Ginekolodzy podkreślają, że z menopauzalnej terapii hormonalnej nie mogą korzystać kobiety ze zdiagnozowanym hormonozależnym rakiem, z niezdiagnozowanymi krwawieniami z macicy oraz po przebytym ostrym epizodzie żylnej choroby zakrzepowo- zatorowej. W tych przypadkach wdrożenie HTZ jest błędem w sztuce lekarskiej.
Czytaj więcej:
Tomasz Paszkowski | Leszek Pawelczyk | HTZ | menopauza