GRUPA PTWP

Rynek outsourcingowy rozwija się wolno. Trudno oprzeć się wrażeniu, że stracił nieco na impecie.

  • Sabina Augustynowicz/Rynek Zdrowia
  • 04-09-2008 16:14

Szpitale najczęściej sięgają po outsourcing, gdy zaniedbane szpitalne laboratoria, nie spełniające standardów, wymagają inwestycji, co w przypadku średniej wielkości laboratorium oznacza wydatek miliona złotych. Propozycja umowy z firmą outsourcingową, obiecującą przynajmniej kilkunastoprocentowe oszczędności w skali roku, bywa dla nich nie do odrzucenia.

Niezbędne nakłady na modernizację pomieszczeń i na informatyzację przerastają często możliwości szpitala. Mają więc dwa wyjścia: zatrudnić dobrego menedżera albo zdecydować się na outsourcing. Znalezienie dobrego menedżera, który umiałby znaleźć fundusze na inwestycje i potrafił zdobyć kontrahentów, którym mógłby potem sprzedawać usługi laboratoryjne, nie jest sprawą prostą. Na to, by stworzyć własną sieć, tzn. wyposażyć jedno laboratorium, obsługujące np. kilka szpitali, rynek jeszcze nie dojrzał.

To już klasyka

Scenariusz na ogół jest więc ten sam: wchodzi do placówki medycznej sieć diagnostyki laboratoryjnej, która np. dzierżawi stare laboratorium po uprzednim remoncie i wyposażeniu w nowoczesny sprzęt, systemy informatyczne, które kontrolują, zarządzają i nadzorują badania, wprowadza obowiązujące wyśrubowane standardy i podpisuje kontrakt na świadczenie określonej liczby określonych rodzajów testów laboratoryjnych.
Szpital płaci jednostkową cenę w oparciu o rzeczywiste koszty jednostkowej usługi, czyli za konkretny serwis. Sieć oferuje przy tym usługi 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Za usługę non stop każe płacić więcej, ale menedżerowie sieci tłumaczą, że wyższa cena wynika z kosztów utrzymywania placówki w pełnej gotowości. Coś za coś, mówią: - Wyniki badań są po dwóch godzinach od otrzymania zlecenia.
W końcu nie takie koszty utrzymania w gotowości laboratorium diagnostycznego szpital ponosił, gdy miał je na swoim "garnuszku". Szpital Wolski w Warszawie np. oszczędności z racji outsourcingu laboratorium szacuje na 500 tysięcy złotych rocznie.

Kiedy i co się opłaca

Jakość i koszty są wyznacznikami opłacalności prowadzenia każdej działalności, również laboratorium. Duża firma sieciowa, która ma możliwości negocjowania cen bezpośrednio z dostawcami sprzętu i odczynników, jest w stanie dostarczyć usługę taniej niż pojedyncze laboratorium szpitalne, które działa na własne potrzeby.
Jeśli laboratorium robi 10 milionów testów - ma dla dostawców odczynników argument w postaci efektu skali. A dla szpitala - także i jakości. Trudno o taki w przypadku małego laboratorium, do którego trafia jednorazowo np. 10 próbek. Za każdym razem trzeba byłoby przecież maszynę kalibrować. A każda kalibracja i standaryzacja - to kolejne koszty.
Sieci jednak, zanim podejmą decyzję o wejściu do szpitalnego laboratorium, liczą rentowność.
- Myślimy o świadczeniu usług outsourcingowych wtedy, gdy z przeprowadzonej analizy i audytu jasno wynika, że inwestycja z jednej strony będzie dla nas rentowna, ale z drugiej ma także sens z punktu widzenia interesu szpitala - zapewnia Jacek Narzekalak, dyrektor sprzedaży w Synevo, Laboratoria Medicover. - Krótko mówiąc, gdy jest przedsięwzięciem tańszym o 15-20%, poza oczywiście inwestycją w samo laboratorium diagnostyczne, jego remont, wyposażenie.
Rentowność sieci, świadczącej usługi laboratoryjne na rzecz szpitali, zależy w dużej mierze od sytuacji finansowej placówek medycznych.


Brak komentarzy

reklama
Przetargi
Wyszukiwarka ofert przetargów UZP
Praca
Wyszukiwarka ofert pracy
Copyright by Rynek Zdrowia