Według niego certyfikat będzie czymś, co pozwali odbiorcy usług podjąć świadomą decyzję. Nie na zasadzie emocji, czy chwilowego impulsu, ale na podstawie jasnych wytycznych. Wydawane przez Towarzystwo certyfikaty będą jednak miały ograniczony zasięg. Nie obejmą całego rynku, ze względu na wymóg ukończenia Podyplomowej Szkoły Medycyny Estetycznej, działającej przy PTMEiAA.
Ranga
Według dr Andrzeja Sankowskiego, szefa warszawskiej kliniki chirurgii plastycznej, sama idea certyfikacji jest bardzo dobra. Konkurencja w medycynie estetycznej i w chirurgii plastycznej jest w Polsce coraz większa i często nieuczciwa.
– Nowe placówki powstają z dnia na dzień. Często są prowadzone przez osoby nie związane z medycyną, które próbują swoje pieniądze zainwestować w chirurgię plastyczną, uważając, że to jest pewny zysk – uważa dr Sankowski.
Obawia się jednak, że polskie certyfikaty będą miały znikome znaczenia dla rynku i wprost mówi dlaczego: – To dobry pomysł, pod warunkiem, że certyfikaty przyznawał będzie ktoś, kto nie nada ich swoim kolegom, czy znajomym.
Odwołuje się do modelu amerykańskiego, gdzie Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Plastycznej (American Society of Aesthetic Plastic Surgery-ASAPS) wydaje certyfikaty, świadczące o tym, że dany gabinet jest zrzeszony w ASAPS. Mają one wysoką rangę.
Dr Andrzej Ignaciuk zapewnia, że wśród członków komisji weryfikacyjnej wydającej certyfikaty będzie grono niezależnych ekspertów.
Czytaj więcej: certyfikat | medycyna estetyczna | Andrzej Ignaciuk | Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging
Hiszpania: nie usunął ciąży, więc zapłaci alimenty