GRUPA PTWP

Łatwiej wyciąć wyrostek niż stereotypy, czyli skalpel w żeńskiej dłoni

  • Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia
  • 22-11-2010 06:40

Chirurgia to ostatni męski bastion w medycynie. Według prof. Wojciecha Witkiewicza, b. prezesa Towarzystwa Chirurgów Polskich, w kraju pracuje ok. 1500 chirurgów płci żeńskiej, czyli tylko 5 proc. wszystkich lekarzy tej specjalności. Na Zachodzie ten wskaźnik sięga 30 proc. Czy dlatego kobiet chirurgów jest u nas tak mało, bo to zbyt ciężka praca dla delikatnych rąk?

Profesor Witkiewicz zauważa, że jest to wciąż męski zawód, ale pojawia się w nim coraz więcej kobiet. Tłumaczy, że wchodzą w lukę pokoleniową. Populacja chirurgów starzeje się, większość jest po pięćdziesiątce. Męskich następców nie widać, więc szanse wykorzystują kobiety.

Faktycznie, coś się dzieje. W zeszłym roku odbył się 64. Kongres Towarzystwa Chirurgów Polskich. Po raz pierwszy w historii kongresów chirurgicznych przygotowano specjalną sesję „Kobiety w chirurgii”, a jeden z tematów nosił znamienny tytuł: „Jak pływać z rekinami, nie będąc zjedzonym?". Jej uczestniczki przekonywały, że płeć w tym zawodzie nie powinna mieć znaczenia.

Kto dziś operuje?
Ten pogląd podziela połowa społeczeństwa. Jednak druga, dokładnie 49 procent, wolałaby być jednak operowana przez mężczyznę, co autorzy raportu z badań przeprowadzonych w 2009 r. przez Instytut Badania Opinii Homo Homini na zlecenie TChP zinterpretowali jako wynik przewagi liczebnej mężczyzn wśród chirurgów.

Przynosi on jeszcze jedną interesują informację. Respondenci właśnie chirurgów darzą największym zaufaniem (32,9 proc.). Na drugim miejscu znaleźli się lekarze rodzinni (30,6 proc.), na trzecim kardiolodzy (28,6 proc.).

Niewykluczone, że właśnie o zawodowy prestiż walczą dziś ambitne kobiety, bo raczej nie o pieniądze. Z innych badań wynika bowiem, że wynagrodzenia są nieadekwatne do ogromnych wyrzeczeń, jakich żąda chirurgia.

Na wspomnianym kongresie dr Izabela Jaraczewska, członek Europejskiej Rady Chirurgii Naczyniowej, zgłosiła inicjatywę powołania Stowarzyszenia Kobiet w Chirurgii. Z udostępnionego nam przez dr Jaraczewską kongresowego wystąpienia wynika, że mówiła m.in. o idei paneuropejskiego forum kobiet w chirurgii, o upowszechnianiu w Polsce rozwiązań prawnych i administracyjnych zapewniających równe szanse zawodowe, szczególnie w kontekście powrotu kobiet do pracy po okresie macierzyństwa i urlopu wychowawczego.

Dom albo praca...
Pogodzenie obowiązków rodzinnych i macierzyńskich z zawodowymi jest jednym z najtrudniejszych problemów, z jakimi muszą sobie poradzić kobiety chirurdzy.

– Bez pomocy rodziny, która mnie wspierała i wspiera, bez paru osób, które podały mi rękę, gdy było ciężko, nie doszłabym do tego wszystkiego – wyznaje doc. Iwona Niedzielska, konsultant w dziedzinie chirurgii szczękowo-twarzowej w województwie śląskim.

Dorzuca z przekąsem, że w Polsce dba się o to, żeby kobiety nie zostawały chirurgami. Nie ukrywa, że aby zrobić habilitację, przeszła drogę przez mękę.

– Obciążeniem było to, że jestem kobietą. A ja kocham ten fach i poświęcam się pracy – podkreśla doc. Niedzielska.

Dla Katarzyny Bańbury, rezydentki w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie, która szkoli się obecnie na oddziale neurochirurgii z pododdziałem chirurgii szczękowo-twarzowej, doc. Iwona Niedzielska jest potwierdzeniem tego, że kobiety sprawdzają się w chirurgii.

Katarzyna Bańbura asystowała niedawno przy skomplikowanej operacji odtworzenia zdruzgotanej przedniej część czaszki. Trwała prawie pięć godzin. Dziesięć też nie byłoby problemem dla jej życia rodzinnego. Jest mężatką, nie ma jeszcze dzieci, jednak nie wyobraża sobie życia bez macierzyństwa.

– Mężczyzna może zajmować się tylko pracą, kobieta musi jeszcze rodzinę stworzyć – mówi Katarzyna Bańbura.

– Kobiety, wiadomo: ciąża, macierzyństwo, dom, rodzina… – wylicza dr Mieczysław Wyględowski, nestor częstochowskich chirurgów. Przez 34 lata był ordynatorem oddziału chirurgii ogólnej i zna obciążenia, z jakimi muszą radzić sobie panie. Wyszkolił armię chirurgów, ale tylko trzy kobiety.

Zaczynały przed wojną
Dr Wyględowski jest autorem wielu książek o historii medycyny, napisał również pracę o częstochowskich chirurgach. Z kwerendy, jaką przeprowadził wynika, że pierwszą kobietą chirurgiem ogólnym w tym mieście była pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia Eugenia Dykier.

– Wpierw pracowała w Szpitalu Żydowskim, potem w Szpitalu Najświętszej Marii Panny, a w czasie okupacji w lecznicy przy ul. Bony, bo tam działała chirurgia... – opowiada Mieczysław Wyględowski.

Częstochowa nie była w owym czasie wyjątkiem. Na lata trzydzieste można datować w Polsce początki specjalizacji zawodowej kobiet w chirurgii.

Pionierki karczowały las niechęci, walczyły z uprzedzeniami i stereotypami. Oprócz tego chirurgia była brutalna, krwawa i wymagała nie tylko psychicznej, ale też fizycznej wytrzymałości. Niewiele dawało radę.

Teraz kobietom jest łatwiej w tym sensie, że operator nie musi być silny. Stosuje się techniki małoinwazyjne, rozwija się chirurgia z dostępem przez naturalne otwory ciała i chirurgia na odległość.

Po wojnie kobiety rozpoczęły szturm na medycynę. Doszło nawet do tego, że w latach 70. rezerwowano połowę miejsc na studiach medycznych dla mężczyzn. Tak wiele kobiet chciało być lekarzami. Ale nawet w okresie feminizacji zawodów medycznych chirurgia opierała się naporowi. Znamienne, że dla większości typowo męskich zawodów znalazły się żeńskie odpowiedniki, a dla chirurga ciągle go nie ma.

Może więc jest coś na rzeczy, że kobiety tak rzadko zostają chirurgami?

Męskie cięcie?
Prof. Wojciech Witkiewicz w jednym z wywiadów mówił, że kobiety lepiej od mężczyzn znoszą ciężkie warunki panujące na sali operacyjnej. Są wytrzymałe, mają intuicję, zdolności manualne. Poza tym charakteryzuje je systematyczność i dokładność.

– Faktem jest, że kobiety bardziej się poddają emocjom. A operacja przypomina sytuację na froncie – mówiąc to profesor wyraźnie sugerował brak zdecydowania.

Podobną ocenę wystawia dr Wyględowski. Twierdzi, że kobiety mają odpowiednie predyspozycje zawodowe, wprowadzają do męskich zespołów element tonujący emocje, są bardziej uporządkowane, systematyczne. Do minusów zalicza natomiast brak zdecydowania: – Pod tym względem górują jednak mężczyźni. Może dlatego, że zostali tak ukształtowani, że musieli polować, zdobywać jedzenie, a więc podejmować szybko ryzykowne decyzje? – zastanawia się doktor.

Na temat obowiązywania cywilizacyjnego kodu mężczyzny myśliwego z pewnością polemizowałaby Katarzyna Bańbura. Należy do młodego pokolenia chirurgów. Uważa, że kobieta chirurg porządkuje to, co wcześniej nabałaganią panowie...

Co do podejmowania decyzji, to jej zdaniem role się odwróciły: – Współczesne kobiety są bardziej decyzyjne, a mężczyźni to emocjonalne raptusy, choć to właśnie chirurdzy twierdzą, że panie są zbyt emocjonalne. Tak się im tylko wydaje! – zaznacza Katarzyna Bańbura.

Czytaj więcej:    Wojciech Witkiewicz |  Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie |  chirurgia |  Towarzystwo Chirurgów Polskich |  chirurdzy

Brak komentarzy

PARTNER PORTALU
partner portalu rynekzdrowia.pl
reklama
Przetargi
Wyszukiwarka ofert przetargów UZP
Praca
Wyszukiwarka ofert pracy
Copyright by Rynek Zdrowia