To już nie bajki robotów, czyli nowa jakość w technice operacyjnej

Rola robotów medycznych będzie rosła z roku na rok. Choć nie zawsze są i będą w stanie zastąpić rękę chirurga, to bez wątpienia przyszłość należy do nich, wraz z pokonywaniem kolejnych barier technologicznych.

W piątek (9 grudnia) w zabrzańskiej siedzibie Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Religi już po raz dziewiąty spotkali się na dorocznej, międzynarodowej konferencji Medical Robots 2011 naukowcy, projektanci, konstruktorzy i użytkownicy robotów medycznych oraz ci, którzy zajmują się robotami hobbystycznie.

Spotkania te są okazją do zapoznania się z najciekawszymi pracami naukowymi i konstrukcyjnymi w dziedzinie robotyki medycznej, prowadzonymi w Polsce i zagranicą. Początki sięgają 2002 roku kiedy po raz pierwszy zaprezentowane zostały prototypy - opracowywanego w Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii - polskiego robota chirurgicznego Robin Heart.

Tym razem, obok eksponatów  robotów i wirtualnej sali operacyjnej uczestnikom konferencji zaprezentowano blisko 20 prezentacji, podzielonych na kilka sesji poświęconych: technologiom, robotom chirurgicznym, usługowym i rehabilitacyjnym, robotyce sztucznych narządów oraz problemom robotów medycznych.

Nowatorski manipulator z Rzeszowa
Ogromne zainteresowanie wśród naukowców jak i lekarzy wzbudziła prezentacja poświęcona pracom nad wieloczłonowym manipulatorem chirurgicznym z napędem elektrycznym ROCH-1, którą wygłosił prof. Ryszard Leniowski z Politechniki Rzeszowskiej. Projektem zajmują się ponadto naukowcy z Uniwersytetu Rzeszowskiego i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

- Ideą tego projektu jest skonstruowanie robota wieloprzegubowego, który potrafi dotrzeć do trudnych pól operacyjnych. Taki manipulator przez chirurga postrzegany ma być jako częściowo giętki - mówi prof. Leniowski.

Drugim założeniem jest, aby oporządzenie manipulatora było wielokrotnego użytku.

- Robot da Vinci posiada wymienne cztery bardzo drogie lance, każda z nich kosztuje około 15 tys. dolarów. Na polskie warunki taki koszt jest trudny do zaakceptowania. Chcemy skonstruować lance wielokrotnego użytku, natomiast końcówka, która jest integralnie połączona z osłoną antyseptyczną jest odrzucana - dodaje.

Koszty rozwiązania w przypadku wymiany lanc do manipulatora, kształtują się, co bardzo istotne - na poziomie setek dolarów, a nie tysięcy, jak w da Vinci. Tym bardziej, że sama część manipulacyjna jest bardzo mała: to urządzenia o masie 1-2 gramów mieszczące się w sześcianie o podstawie 2, góra 3 cm.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH