Polscy naukowcy opracowali szybki test na chorobę popromienną Jeśli człowiek otrzyma na raz na całe ciało dawkę promieniowania przekraczającą 15 Grejów (Gy), śmierć następuje bardzo szybko. Fot. Longobord/Flickr.com (CC BY-NC 2.0)

Polscy i amerykańscy naukowcy odkryli markery we krwi, które odpowiadają za chorobę popromienną. To odkrycie siedmiokrotnie skraca czas potrzebny do określenia wysokości otrzymanej dawki promieniowania.

Załóżmy, że dochodzi do tragicznej sytuacji - ma miejsce wybuch bomby atomowej, awaria elektrowni jądrowej czy nawet awaria urządzenia do radioterapii. Pewna grupa osób mogła otrzymać groźną dla życia dawkę promieniowania jonizującego i trzeba szybko sprawdzić, kim należy się zająć w pierwszej kolejności, a kto może być o swoje życie spokojny.

Przy dotychczasowym stanie wiedzy jest z tym duży problem. Jeśli promieniowanie doprowadziło do groźnych dla życia uszkodzeń tkanek, zmiany wykrywa się w badaniu morfologii krwi obwodowej. Diagnozę można tu jednak postawić najwcześniej po trzech, a zwykle po siedmiu dniach od napromieniowania. A to bardzo późno.

- Do tej pory, w ciągu pierwszego tygodnia od zdarzenia niemożliwe było określenie, kto został napromieniony śmiertelną dawką, a kto - dawką zupełnie niegroźną dla życia. My natomiast opracowaliśmy test, który da miarodajne wyniki już w ciągu 24 godzin od napromienienia. Podarowujemy więc pacjentowi czas na leczenie - opowiada dr Wojciech Fendler z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Badania, których był pierwszym autorem, ukazały się w środę w "Science Translational Medicine".

Znaleźli markery we krwi
Naukowcy (pod kierownictwem prof. Dipanjana Chowdhury z Dana Farber Cancer Institute w Bostonie oraz dr Vijaya Singha z Armed Forces Radiation Research Institute w Bethesdzie) znaleźli we krwi markery - a konkretnie mikroRNA, które świadczą o tym, że ktoś otrzymał groźną dla jego życia dawkę promieniowania. Na podstawie tych wskaźników są też w stanie określić szanse czyjegoś przeżycia. Do badania wystarczy próbka krwi.

Badania wykonywano już na myszach i na makakach (małpy naczelne). Zwierzęta napromieniano wysoką dawką, która jest śmiertelna tylko dla części zwierząt. - W ich krwi przebadaliśmy kilkaset różnych cząsteczek mikroRNA. Za pomocą metod statystycznych zawęziliśmy poszukiwania i wykryliśmy trzy cząsteczki, które świadczą o napromienieniu wysoką dawką i dwie, które pozwalają określić prawdopodobieństwo przeżycia - opowiada dr Fendler.

Wyjaśnia, że makaki są na tyle podobne do człowieka, że wnioski z badań będzie można zastosować i u ludzi. - Aby to sprawdzić, porównaliśmy genomy obu gatunków i potwierdziliśmy, że mikroRNA będą zachowały się analogicznie u makaka i u człowieka - opowiada badacz z UM w Łodzi.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

  • MSD

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH