Innowacyjność polskiej medycyny: lekarze cuda ogłaszają...

Pacjenci mogą być zdezorientowani. Z jednej strony kolejkowa rzeczywistość - coraz dłuższy czas oczekiwania na wizytę u specjalisty i zatrważające błędy medyczne, z drugiej - doniesienia o fantastycznych osiągnięciach polskich lekarzy i komplementy, że cuda czynią. Zostawmy na boku znane wszystkim bolączki systemu i lekarskie wpadki; zajmijmy się cudami.

Ostatnio o medycznym cudzie mówił prof. Janusz Skalski, kierownik oddziału kardiochirurgii i intensywnej opieki kardiochirurgicznej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie -Prokocimiu. Chodziło o głośny przypadek dwuletniego Adasia, który w nocy 30 listopada wyszedł z domu i kilka godzin przebywał na mrozie.

Kiedy odnaleziono chłopca, temperatura jego ciała wynosiła 12 stopni C. Tymczasem najniższa temperatura osoby (kobiety ze Skandynawii), którą kiedykolwiek szczęśliwie wyprowadzono z głębokiej hipotermii to 13,7 stopnia. Dzieciak nie miał więc prawa przeżyć. Dlatego prof. Skalski powtarzał w mediach, że to cud.

Zauważmy jednak, że na stronie internetowej Szpitala Dziecięcego w Krakowie o cudzie jako przyczynie uratowania życia nie wspomniano. Napisano, że to ”dzięki zastosowaniu nowoczesnych metod leczniczych (sztuczne płuco-serce) i fachowej opiece zespołu pielęgniarskiego i lekarskiego pod kierunkiem prof. Janusza Skalskiego”.

Naukowo niewytłumaczalne, ale możliwe
Jeśli trzymać się racjonalnej konwencji komunikatu uniwersyteckiego szpitala i przyjąć, że cud to zdarzenie, do którego dojść nie powinno, bo jest wbrew doświadczeniu, wiedzy i prognozom, to można powiedzieć, że w przypadku Adasia poznaliśmy kolejny fenomen ludzkiego organizmu: w sprzyjających okolicznościach jest on w stanie przetrwać skrajne wychłodzenie, sięgające 12 stopni C.

Prof. Skalski, kardiochirurg dziecięcy, jest skłonny odwoływać do transcendencji. Przyznał, że np. wtedy, kiedy wydaje się, że nie da się już opanować krwawienia, modli się do Pana Boga, żeby pozwolił skończyć dobrze operację. - Przynajmniej jest tak w mojej sytuacji, że na wszystkie świętości prosimy Stwórcę, żeby pomógł - wyznał.

O przypadkach, których nie był w stanie naukowo wytłumaczyć, powiedział: - Bywa, że po wielogodzinnej nieudanej walce, nagle coś się zmienia. Zmienia się tak nagle, że nie wiemy dlaczego, nie wiemy czy to efekt sumiennej pracy czy czynnika mistycznego. Wszystko jedno, najważniejsze że dobrze się kończy.

Inny znany kardiochirurg, prof. Andrzej Bochenek, stwierdził natomiast, że mało ma do czynienia z mistyką. - Raczej z fizyczną stroną człowieka. Serce jest dla mnie pompą, która ma 4 zawory. Naczynia to dla mnie rury, które są zatkane albo drożne.

Ale przyznał też, że niejednokrotnie zdarzają się sytuacje, kiedy wszelkie przesłanki wskazują, że nie ma szans na przeprowadzenie udanej operacji. - Bywa, że poodejmujemy wtedy decyzje, które są irracjonalne i tylko cud może spowodować, że chory przeżyje. I okazuje się to możliwe. Tylko czy przeżycie nazwać cudem, czy przypadkiem mieszczącym się w statystycznym wskaźniku opisującym śmiertelność w danym zabiegu? - zastanawiał się Bochenek.

comments powered by Disqus

PARTNER DZIAŁU

  • MSD

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH