Badania w Belgii: większość sparaliżowanych nie myśli o eutanazji

Większość spośród całkowicie sparaliżowanych ludzi nie myśli o samobójstwie - wynika z badań belgijskich naukowców, o których informuje najnowsze wydanie British Medical Journal.

Prof. Steven Laureys - znany badacz osób znajdujących się w stanie śpiączki, szef Coma Science Group w Licge University Hospital - wraz ze swym zespołem przeprowadził sondaż wśród osób cierpiących z powodu wyjątkowo ciężkiego schorzenia, tzw. zespołu zamknięcia (locked-in syndrome).

Belgijscy badacze wysłali kwestionariusz do 168 takich osób. Na udział w badaniu zdecydowało się 65 cierpiących na "chorobę zamurowanego żywcem", jak jest ona nazywana po francusku (maladie de l'emmur, vivat). Są to osoby w pełni przytomne i świadome, lecz niepotrafiące się poruszać z powodu całkowitego paraliżu niemal wszystkich mięśni szkieletowych (wskutek uszkodzenia pnia mózgu).

Badanych pytano m.in. o przebieg choroby, stan emocjonalny i stosunek do eutanazji, a oni odpowiadali jedynie mrugnięciem powiek. Aż 47 chorych stwierdziło, że mimo trudnego stanu, w jakim się znajdują, mogą powiedzieć, że są szczęśliwi. 18 osób oświadczyło, że nie czują się szczęśliwe, a tylko nieliczni chorzy przyznali, że często mają myśli samobójcze.

Prof. Steven Laureys twierdzi, że wielu chorych potrafi się zaadoptować do tak skrajnej niepełnosprawności. Są nawet w stanie odzyskać poczucie szczęścia w sposób, który dla zdrowych ludzi jest trudny do wyobrażenia. Nazwano to "paradoksem niepełnosprawnych", bo takie zmiany w psychice zaobserwowano wcześniej u ludzi, którzy jedynie częściowo utracili sprawność ciała.

Według belgijskiego neurologa, prośbę osób sparaliżowanych o eutanazję należy zatem przyjąć z powagą, ale z jakąkolwiek decyzją warto odczekać, aż ich stan się ustabilizuje. Bo wbrew pozorom im dłużej jest ktoś w stanie zamknięcia, tym większa jest szansa, że jakoś się odnajdzie w tej skrajnie trudnej sytuacji.

Potwierdzają to badania, które wcześniej przeprowadził prof. Tom McMillan, neuropsycholog z University of Glasgow. Z jego obserwacji wynikało, że u ludzie w stanie zamknięcia - nawet jeśli początkowo prosili o eutanazję - to z czasem powracało poczucie sensu życia.

Wiele zależy od tego, jaką opiekę mają zapewnioną ludzie cierpiący na zespół zamknięcia. Jeśli jest ona właściwa, mogą żyć nawet dziesiątki lat, choć 90 proc. chorych umiera w ciągu pierwszych 4 miesięcy od momentu uszkodzenia pnia mózgu. Gdy jednak przeżyją, odpowiednia rehabilitacja pozwala odzyskać im nawet częściową sprawność.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH