Wykorzystanie unijnego sprzętu - dwie strony medalu

Sprawa wykorzystania sprzętu medycznego zakupionego z unijnych funduszy ma dwa oblicza. Można narzekać, że z uwagi na niskie kontrakty aparatura pracuje tylko na pół gwizdka. Można się też radować, że w ogóle jest i mieć nadzieję, że kiedyś lepiej posłuży pacjentom.

Oczywiście jest grupa takich zakupów, które wykorzystuje się w pełnym zakresie, gdyż odpowiednie finansowanie gwarantuje NFZ. Posłużmy się konkretnym przykładem. Szpital Specjalistyczny im. J. K. Łukowicza w Chojnicach ma dwie karetki kupione z unijnych pieniędzy. Jeżdżą w systemie ratownictwa medycznego i pracują zgodnie z potrzebami, bo Fundusz płaci ryczałt dobowy.

- Inaczej wygląda sprawa ze sprzętem kupionym dla kardiologii inwazyjnej. Rozbudowa szpitala o kardiologię inwazyjną była oparta o fundusze unijne - zarówno w części budowlanej, jak i sprzętowej - opowiada dyrektora Leszek Bonna.

Najdroższymi urządzeniami zakupionym dla szpitala były: angiograf do koronarografii, ramię C do wszczepiania stymulatorów i echo serca do diagnostyki kardiologicznej.

- Jeśli chodzi o pacjentów z ostrymi zespołami wieńcowymi, którzy trafiają do szpitala, to ten sprzęt jest w pełni wykorzystany. Fundusz płaci za każdego chorego z podejrzeniem zawału, bowiem jest to procedura ratująca życie - wyjaśnia dyrektor.

Zwraca jednak uwagę, że z aparatury do diagnostyki kardiologicznej korzystają też inni pacjenci. - W tym przypadku wysokość kontraktu powoduje ograniczenia. Nie możemy przyjąć wszystkich, którzy mają skierowania na diagnostykę kardiologiczną, jest kolejka - dodaje.

Leszek Bonna wyjaśnia, że w projektach o unijne dotacje świadomie zapisano niskie wskaźniki rezultatu, ”chociaż wydajność urządzeń jest znacznie wyższa i moglibyśmy badań diagnostycznych wykonać dwa razy więcej”.

Wskaźnik ostrożności

Wskaźniki rezultatu dla sprzętu kupionego z unijnych funduszy z reguły wyznacza się na bezpiecznym poziomie. To znaczy zakłada się, że jego wykorzystanie będzie minimalne, co w razie kłopotów z finansowaniem oddala niebezpieczeństwo zwrotu dotacji.

Z kolei NFZ prowadzi politykę polegającą na dawaniu każdemu unijnemu beneficjentowi niewielkiego kontraktu, który - jeśli są pieniądze - można zwiększyć. Dlatego sprzęt częściej nie pracuje niż pracuje. A bywa nawet, że w ogóle nie rozpakowuje się kosztownych nabytków.

Jedną z kontrolowanych przez NIK placówek był Szpital Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie, który w 2008 roku kupił za dotację wartą 2,3 mln zł aparat do badań naczyniowych, ale przez trzy lata z niego nie korzystał. Miał też aparat rentgenowski, którego nie użył ani razu.

- Często zdarza się, że możliwości nowoczesnej aparatury nie są wykorzystywane, gdyż przed zakupem nie pomyślano o takich aspektach jak szkolenia personelu, czy też odpowiednie serwisowanie urządzeń - zauważa Anna Janczewska-Radwan, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED.

Podobne obserwacje mieli kontrolerzy NIK. W czerwcowym raporcie nt. użytkowania sprzętu zakupionego z środków UE (jedna trzecia skontrolowanych szpitali, które zakupiły specjalistyczne urządzenia, nie korzystała z nich tak, jak planowała we wnioskach o dofinansowanie, a oznacza to, że liczba faktycznie udzielonych świadczeń była niższa od przewidywań) wykazano, że w wielu placówkach unijne projekty przygotowano niedbale: brakowało np. wykwalifikowanej kadry, uprawnionej do obsługi zamówionych urządzeń, a także odpowiednio przystosowanych gabinetów i laboratoriów, choć dofinansowanie można było przeznaczyć także na adaptację pomieszczeń.

Zdaniem Izby POLMED dokonywanie nieprzemyślanych zakupów skutkowało tym, że w niektórych szpitalach specjalistyczny sprzęt nie był wykorzystywany w ogóle lub korzystano z niego w bardzo ograniczonym czasie (ze względu na brak środków na dokonanie niezbędnych napraw) oraz zakresie (ze względu np. na brak odpowiednich pacjentów).

Dla każdego coś małego

Obok wspomnianych sytuacji, podstawową przyczyną nieefektywnego wykorzystania sprzętu i aparatury są ograniczenia wynikające z wysokości kontraktu.

- Na tomografie komputerowym w szpitalu dwudziestooddziałowym wykonujemy minimum badań zapisanych we wniosku, choć można by wiele więcej - mówi nam Krzysztof Malatyński, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego we Włocławku.

Opowiada, że jego szpital ma większe moce przerobowe i sporo sprzętu kupionego z unijnych funduszy. Jednakże NFZ rozdrabnia kontrakty i przyznaje je większej liczbie świadczeniodawców. - Nie ma sensu, żeby jeszcze jakaś inna placówka miała we Włocławku tomograf. Ale ma - zauważa dyrektor.

Podobną opinię wyrazili kontrolerzy NIK. Uznali, że ”obecnie stosowane procedury zakupowe sprawiają, że w jednych miejscowościach specjalistycznego sprzętu brakuje, a w innych jest go zbyt dużo”.

Ponadto w ocenie NIK obowiązujące regulacje prawne nie sprzyjają prowadzeniu skoordynowanej polityki dotyczącej wyposażenia lecznic w sprzęt i aparaturę medyczną. Samorządy województw nie mogą np. monitorować liczby i rodzaju badań wykonanych w placówkach prywatnych lub w placówkach publicznych, podlegających np. gminom. Utrudnia to ocenę potrzeb populacji zamieszkałej na terenie danego województwa.

Spójrzmy jednak na przykład Włocławka i stanowisko NIK z innej perspektywy. Załóżmy, że tylko Szpital Wojewódzki ma kontrakt, i to duży, dzięki czemu szpitalny tomograf pracuje non-stop. W warunkach ograniczonych środków na kontraktowanie oznacza to, że inna placówka w tym mieście nie może nawet marzyć o dotacji na zakup aparatury.

Ale jest inaczej. Kupują wszyscy, którzy mogą, a NFZ dzieli kontraktowe pieniądze na drobne, dzięki czemu - co by nie mówić - poprawia się wyposażenie lecznic.

Sprzętu przybywa, a kolejki wciąż długie

”W porównaniu z innymi krajami OECD Polska nadal pozostaje w tyle pod względem średniego poziomu nasycenia zaawansowaną aparaturą medyczną” - czytamy w stanowisku z 1 lipca Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED.

Izba przyznaje, że sytuacja w Polsce poprawia się i w ostatnim czasie wzrosła liczba np. tomografów komputerowych oraz rezonansów magnetycznych przypadających na milion mieszkańców. Wynosi ona obecnie odpowiednio 13,5 i 4,8. Jednak średnia OECD dla tych urządzeń to odpowiednio 23,2 oraz 13,3.

Zdaniem Izby problemem nie jest zatem zbyt duże nasycenie szpitali sprzętem, lecz dokonywanie jego zakupu bez właściwego rozpoznania - zarówno zapotrzebowania i możliwości danej placówki, jak również potrzeb zdrowotnych w poszczególnych regionach kraju.

Problem efektywnego użytkowana specjalistycznego sprzętu mogłoby rozwiązać zwiększenie finansowania lub umożliwienie odpłatnego korzystania z niego przez pacjentów komercyjnych. Ani jedno ani drugie rozwiązanie nie wchodzi w grę (w sześciu lecznicach kontrolerzy NIK zakwestionowali fakt pobierania opłaty za badania diagnostyczne wykonywane na unijnym sprzęcie).

Pozostaje cieszyć się z tego, że w szpitalach i przechodniach jest coraz więcej nowoczesnego sprzętu.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH