Jak przekonuje, zdarza się też powierzanie wykonywania badań technikom bez nadzoru diagnosty np. zatrudnianie tego samego diagnosty laboratoryjnego jako kierownika w 8 laboratoriach sieci oddalonych od siebie nawet do 300 km.
– Problemem w laboratoriach tworzonych w szpitalach przez zewnętrzne firmy jest również rotacja pracowników po filiach rozsianych w kraju. Skutkuje to brakiem relacji uczeń-mistrz. Zespół, który pracował w szpitalu często rozpada się, a na pierwszy front trafiają osoby bez doświadczenia zawodowego, przed którymi tak naprawdę wiele miesięcy nabywania umiejętności. Pytanie przy kim, jeśli nie ma już mistrza – zastanawia się Elżbieta Puacz.
Czy doradzą
Przyznaje, że coraz częściej obserwuje, że od jakości ważniejsza jest cena i ten aspekt coraz częściej dyktuje też wyniki wyboru. Jak podkreśla wiceprezes KIDL, nie jest to tylko opinia diagnostów, ale i samych lekarzy: – Niejednokrotnie są świadomi niskiej jakości wykonywanych przez niektóre outsoursingowane laboratoria badań, do tego stopnia, że gdy robią badania członkom swojej rodziny to wykonują je w publicznych laboratoriach – uważa nasza rozmówczyni.
Lekarze narzekają również na brak kontaktu miedzy diagnostą laboratoryjnym a oddziałem szpitalnym i lekarzem. To zaś, jak podkreśla wiceprezes KIDL, powoduje, że diagności laboratoryjni nie spełniają swojego podstawowego zadania, czyli doradztwa dla lekarza.
Czytaj więcej: Marek Drobik | diagnostyka laboratoryjna | Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu | Regionalny Szpital Specjalistyczny im. Wł. Biegańskiego w Grudziądzu | Marek Nowak
Bielsko-Biała: WOPR uczy bezpiecznego zachowania nad wodą