Oddziały anestezjologii i intensywnej terapii: postęp technologiczny ratuje życie

Z jednej strony pacjenci w najcięższych stanach, z drugiej - najnowocześniejsze osiągnięcia techniki i medycyny. Oddziały anestezjologii i intensywnej terapii. Postęp w tej dziedzinie dotyczy m.in. systemów monitorujących, które pomagają lekarzom w błyskawicznym podejmowaniu decyzji na wagę życia.

Podobnie jak sale operacyjne, oddziały intensywnej terapii w polskich szpitalach zmieniają się niezwykle dynamiczne, m.in. dzięki środkom finansowym pozyskiwanym z Unii Europejskiej. Szpitale, realizując różne projekty modernizacyjne, rozbudowując się i dostosowując do standardów unijnych, sięgają po najnowocześniejszy sprzęt.

Jak podkreśla dr Józef Bójko, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w woj. opolskim, ordynator oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Wojewódzkiego w Opolu, zmieniają się też trendy w rozwoju technologii wykorzystywanej na tych oddziałach.

Coraz mniej inwazyjnie
Dzisiaj aparatura - zarówno diagnostyczna, jak i ta monitorująca pacjenta - rozwija się w kierunku coraz mniejszej ich inwazyjności.

- Niedawno jeszcze kierunek rozwoju tych urządzeń i wyposażenia był nastawiony przede wszystkim na inwazyjne techniki. Dzisiaj codziennie rano, wchodząc na oddział, zastanawiamy się, co u pacjenta zastosowano inwazyjnego i czy jest to koniecznie. Same urządzenia są też coraz doskonalsze i zminiaturyzowane oraz - co najważniejsze - coraz mniej inwazyjne - tłumaczy dr Bójko.

Przykładem może być to, co się dzieje m.in. w szeroko rozumianej hemodynamice - dokładnego monitorowania układu krążenia, wydolności mięśnia sercowego, oporów naczyniowych. - W tym zakresie, od cewników Swana-Ganza weszliśmy w etap coraz mniejszej inwazji z porównywalnymi możliwościami w zakresie oceny tego układu - wskazuje specjalista.

- Bardzo dobrym przykładem są także techniki usg, które stały się standardem wyposażenia, a przy ich nieinwazyjności pozwalają na wykonanie wielu czynności pod skuteczną kontrolą, co zdecydowanie obniża możliwość popełnienia błędu przez lekarza czy wystąpienia działań niepożądanych - zaznacza.

- Pamiętam, kiedy pierwsze aparaty usg wkroczyły do polskich szpitali, radiolodzy trzymali je pod kluczem, nie było do nich dostępu - wspomina konsultant.

- W tej chwili w moim oddziale są dwa aparaty; jeden na bloku operacyjnym pomaga koleżankom i kolegom w zakresie identyfikacji nerwów, splotów nerwowych, różnego typu naczyń - aby konieczne czynności wykonać pod kontrolą wzroku. Drugi, o każdej porze dnia i nocy, dostępny jest dla lekarzy, którzy mogą monitorować pacjentów - wylicza.

- Kiedyś na przykład odmę opłucnową musieliśmy diagnozować głównie na podstawie badania klinicznego i zdjęcia rtg, co dzisiaj uzyskujemy niemal błyskawicznie, przykładając głowicę usg do pacjenta - zaznacza dr Józef Bójko.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH