Troszczymy się o bezpieczeństwo kobiet - zapewnia resort zdrowia. Ale musi przyznać, że szkolenia przeszła ledwie połowa radiologów i techników zatrudnionych przy tych badaniach.

Wstrząsające wyniki kontroli pracowni mammograficznych ujawniono w poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej". Jedna trzecia placówek biorących udział w ogólnopolskim Programie Wczesnego Wykrywania Raka Piersi nie gwarantuje wykrycia nowotworu. W Wielkopolsce jest jeszcze gorzej - aż 56 proc. nie przeszło audytu. I to mimo że pracownie same wybierały zdjęcia i wysyłały je do oceny. Zdaniem specjalistów taki procent ośrodków przysłał zdjęcia, na których po prostu nic nie było widać. Tymczasem z badań tylko w zeszłym roku skorzystało milion kobiet. Teraz nie mogą być pewne czy - wbrew wynikowi - nie mają nowotworu.

Ministerstwo Zdrowia, które częściowo finansuje program i odpowiada za jakość badań, nabrało wody w usta. Dopiero późnym wieczorem w poniedziałek na stronie internetowej ministerstwa ukazał się komunikat. Rzecznik resortu Jakub Gołąb zapewnia w nim, że ministerstwo troszczy się o bezpieczeństwo kobiet i o jakość wykonywanych badań mammograficznych. Gdy jednak przechodzi do konkretów, okazuje się, że resort musi przyznać się nie tylko do braków w wyszkoleniu pracowników (połowa nie została odpowiednio przeszkolona), ale i do tego, że kilkadziesiąt placówek uczestniczących w programie w ogóle nie zostało skontrolowanych.

Kontrole jakości zdjęć mammograficznych przeprowadzono tylko w 85 proc. ośrodków. To właśnie jedna trzecia spośród nich nie zaliczyła audytu. A co z pozostałymi? Tego komunikat ministerstwa nie wyjaśnia.

Co gorsza, kobiety nie mają szans, by dowiedzieć się, które ośrodki nie potrafią robić mammografii. Centralny ośrodek koordynujący program nie chce bowiem ujawnić listy placówek, które testu nie zaliczyły. Szef COK Jerzy Giermek zapowiada, że być może zrobi to po kolejnej kontroli. Odbędzie się ona jeszcze w tym roku, ale będzie tak samo liberalna jak poprzednia.

Dr Janusz Meder, szef Polskiej Unii Onkologii przekonuje, że tak prowadzony program nie ma sensu, bo ważniejsza jest jakość badań niż ich ilość:

- Może wystarczy nie ograniczać kontraktów dużym ośrodkom, bo tym placówkom łatwiej utrzymać standardy jakościowe. A z tych, które mają z tym kłopot, lepiej zrezygnować do czasu, aż będą w stanie zagwarantować odpowiednią jakość badań - proponuje Meder.

Odpowiedniej jakości wymaga od nas Komisja Europejska. Przykład? Na Zachodzie radiolog zatrudniony w programie profilaktycznym musi opisywać minimum 5 tys. zdjęć rocznie. A w Polsce lekarz odczytujący 1,5 tys. wyników jest już ekspertem i nie wymaga nadzoru.

Fundusz deklaruje, że opracowuje nowe warunki kontraktów dla pracowni mammograficznych.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH