Jacek Janik/Rynek Zdrowia | 07-11-2016 05:34

Finansowanie wyrobów medycznych: zmiany będą wprowadzane ewolucyjnie

- Nie może dochodzić do takich sytuacji, że w jednym szpitalu rezonans magnetyczny jest kupowany za 8 mln zł, a w drugim - taki sam - za 22 mln zł. Minister zdrowia musi wtedy mieć możliwość reakcji - podkreśla wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda.

FOT. Archiwum RZ; zdjęcie ilustracyjne

Jak zapewniał Krzysztof Łanda w trakcie sesji XII Forum Rynku Zdrowia poświęconej planowanej reformie zasad finansowania wyrobów medycznych, zmiany w tym zakresie nie następowały w sposób rewolucyjny. - Wiele się zmieni, z korzyścią dla pacjentów, ale nowe zasady będą wprowadzane stopniowo, ewolucyjnie - zapewniał.

Resort otrzymał w trakcie konsultacji społecznych bardzo wiele uwag do projektu noweli ustawy refundacyjnej, wprowadzającej nowy system finansowania wyrobów medycznych. Są one obecnie opracowywane.

- Myślę, że realną datą wejścia w życie ustawy jest 1 kwietnia albo 1 maja 2017 r. - mówił Łanda. Sprecyzował także datę „potencjalnej możliwości skorzystania przez pacjentów z benefitów ustawy”, określając ją na IV kwartał 2017 r.

Ustalenie ceny urzędowej
Zdaniem wiceministra zdrowia ustalenie ceny urzędowej i negocjacje z Komisją Ekonomiczną pozwolą na uzyskanie dobrych cen, które zapłaci publiczny płatnik, a także kwot, które dopłacać będą pacjenci do niektórych wyrobów. Dodał, że ustalanie cen urzędowych w tej procedurze „ma taką siłę jak przetarg centralny”.

Jako drugi najważniejszy filar zmian Krzysztof Łanda wskazał jakość wyrobów medycznych. - Mogę to wytłumaczyć na przykładzie operacji zaćmy. Dzisiaj płatnik płaci 2300 zł za procedurę oraz za wyrób medyczny. Jednak cena wyrobu medycznego, który był wliczany w czasie taryfikacji na rzecz tego zabiegu, wynosiła 450 zł za soczewkę. Nie jest tak, że w Polsce stosowane są - oprócz wyjątkowych przypadków - soczewki za 450 zł - podkreślał.

Wyjaśniał, że większość soczewek jest kupowana za 200-250 zł, ale „ceny bardzo wielu soczewek płacone w szpitalach są na poziomie 70-90 zł”. - W związku z tym, że wyrób medyczny jest rozliczany w ramach procedury, to świadczeniodawca, im tańszy wyrób zastosuje, tym więcej zarobi - analizował.

MZ musi reagować na patologie cenowe
- Nie może dochodzić do takich sytuacji, że w jednym szpitalu rezonans magnetyczny jest kupowany za 8 mln, a w drugim - taki sam - za 22 mln zł. Minister zdrowia musi wtedy mieć możliwość reakcji. Gwarantuję, ze jeżeli określimy minimalne kryteria jakościowe dla tego rezonansu i wynegocjujemy jego cenę urzędową, to w Polsce 22 mln zł za to urządzenie nikt płacić nie będzie - zaznaczył Krzysztof Łanda.

Jak poinformował, zgodnie z założeniami nowej ustawy, minister zdrowia będzie miał podstawę prawną do wydania rozporządzeń co do proponowanych kryteriów jakościowych. Również rozporządzeniem będzie określana wysokość odpłatności.

- Dodatkowo wyroby medyczne, które będą poddane procedurze ustalania ceny urzędowej oraz instrumentom dzielenia ryzyka, co jest dodatkowym plusem. Co więcej, niektóre z tych wyrobów będą mogły podlegać refundacyjnemu trybowi rozwojowemu (RTR), a więc skorzystają z części pieniędzy na refundację - precyzował wiceminister.

Wyjaśnił, że gdy ustawa wejdzie w życie, resort zdrowia planuje stopniowo określać grupy wyrobów medycznych.

Wyroby medyczne to nie leki
Jak podkreślał w trakcie sesji Janusz Szafraniec, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych Polmed, branża docenia próbę rozwiązania przez resort zdrowia wielu problemów ją nurtujących. Uważa jednak, że nie wszystkie proponowane zmiany będą miały korzystny charakter.

W ministerstwie została złożona przez Polmed ponad 40-stronicowa tzw. biała księga, zawierająca uwagi do projektu nowelizacji wraz propozycją konkretnych rozwiązań.

- Wyroby medyczne to nie leki. Wartość tego rynku jest zdecydowanie mniejsza - wynosi ok. 6 mld złotych, w porównaniu z 30 mld zł na rynku leków. Także jego specyfika jest zupełnie inna i nie można do tych dwóch różnych branż stosować tych samych zasad - tłumaczył prezes Szafraniec.

- Mamy w Polsce kilkadziesiąt tysięcy wyrobów medycznych. Średniej wielkości szpital ma ich na swoim stanie od 5 do 8 tysięcy. Przykładowo wyrobów stomijnych jest ponad 1,5 tys., ponad 800 rodzajów jest samych produktów chłonnych, czy ponad 2 tys. różnego typu wózków inwalidzkich. W naszej ocenie procedowanie ocen poszczególnych wyrobów będzie bardzo trudne, kosztowne i czasochłonne - mówił prezes OIGWM Polmed.

Przekonywał, że problemem jest też podnoszona w projekcie ustawy kwestia narzuconej, ściśle określonej marży, która jest niespójna z charakterem wyrobów medycznych. W wielu przypadkach wyroby medyczne, jak na przykład wkładki ortopedyczne, wiążą się z usługami.

Jak tłumaczył, receptę realizuje się w ciągu kilkudziesięciu sekund, a wyrób medyczny często nawet kilka dni, dostosowując go do indywidualnych potrzeb pacjenta.

- Narzucenie niskiej marży może spowodować, że usługi związane z wyrobami medycznymi staną się nieopłacalne i mogą spowodować ograniczenie możliwości funkcjonowania polskich sklepów medycznych. Ich likwidacja ograniczy dostęp pacjentów do wyrobów medycznych - przekonywał prezes Szafraniec.

Prezes OIGWM Polmed podkreślał także, że w trakcie tworzenia projektu ustawy nie było możliwości dyskutowania o konkretnych propozycjach nowych rozwiązań dla branży wyrobów medycznych ani żadnej konferencji uzgodnieniowej w tym zakresie. - W zasadzie dzisiaj niewiele wiadomo jaki ostatecznie kształt będzie miała ustawa oraz jakie narzuci regulacje - podsumował.

Zmiany zwiększą dostępność?
Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, wskazywał, że z punktu widzenia pacjenta rzeczą nadrzędna jest dostępność wyrobów medycznych oraz ich jakość.

- Dzisiaj sytuacja, w kontekście możliwości dopłat przez pacjenta do wyrobów medycznych, jest trudna do zaakceptowania. Pacjent, kiedy chce skorzystać z wyrobu, który nie jest w wykazie tych finansowanych ze środków publicznych, nie może tego zrobić. Jeśli chce wyrób lepszej jakości, musi za wszystko zapłacić z własnej kieszeni - mówił prezes Maćkowiak.

Jak tłumaczył, mimo że prawnicy mieli różne zdanie na ten temat, to interpretacja przepisów przez NFZ powodowała, że nikt do tej pory nie odważał się korzystać z takiej konstrukcji sprzedaży, w której pacjent miał możliwość dopłaty do dobrych jakościowo wyrobów medycznych. Teraz propozycje zawarte w nowelizacji ustawy taką możliwość stwarzają.

- Cóż po dostępności wyrobu, kiedy minimum wymagań jakościowych nie zostanie zapewnione? Nowy system, to prawda, jest nastawiony na oszczędności, ale równocześnie także na zapewnienie minimum jakościowego refundowanych wyrobów medycznych - tłumaczył wiceminister zdrowia.

Dopłaty to nic nadzwyczajnego
Jak przekonywał mec. Michał Czarnuch, partner w Praktyce Life Sciences Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka - dopłaty na otwartym rynku, także wyrobów medycznych, nie są niczym nadzwyczajnym.

- Zaczynając od Konstytucji - to nie jest tak, że mamy prawo do wszystkiego za darmo. Założeniem podstawowym jest to, aby poszczególne bezpłatne kategorie wyrobów były dostępne dla ludzi, którzy są w tej samej sytuacji, ale oczywiście to nie znaczy, że zawsze wszyscy wszystko musimy mieć za damo - tłumaczył prawnik.

Jego zdaniem ważną sprawą będzie określenie kategorii objętych możliwością dopłat, które będą wyszczególnione w rozporządzaniu, a także odpowiednie zarządzanie grupami limitowymi.

- To istotne, ponieważ mamy dwa podstawowe zdarzenia medyczne - planowe i nagłe. Nie wyobrażam sobie, żeby w przypadku zdarzeń nagłych, związanych z ratowaniem życia, przeprowadzać dyskusję związaną z możliwością dopłaty. Byłoby to niemoralne i niezgodne z prawem - wskazywał.

- W przypadku wyrobów w zdarzeniach planowych, nie zawsze decyzja lekarza przekłada się na to, co zamówi szpital - stwierdził Michał Czarnuch. - Konieczne jest zbudowanie odpowiednich mechanizmów, aby rzeczywiście opinia lekarza miała wpływ na możliwość zastosowania konkretnego wyrobu - dodał.

Pełna relacja z sesji, zawierająca wypowiedzi wszystkich prelegentów - niebawem w portalu rynekzdrowia.pl (dział Konferencje) oraz w listopadowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 11/2016).