Czy w każdym szpitalu trzeba operować? Co dziesiąty polski szpital jest pod pieczą konserwatora zabytków...

Ściany w nierdzewnej stali, klimatyzacja, jakiej w Ritzu nie ma. Kosmiczna sterylność. Diodowe lampy zamiast halogenowych. Najnowocześniejsza aparatura, jakiej nie powstydziliby się w niemieckim szpitalu...

Grube miliony włożone w blok operacyjny, po to, by spełnić wyśrubowane polskie i europejskie normy. I gdzie to wszystko? A choćby w powiatowym szpitalu mieszczącym się w budynku sprzed II wojny światowej...

Rzecz ma się prosto: jak sala operacyjna (blok operacyjny) nie spełnia norm wynikających z rozporządzenia z roku 1992 (z późniejszymi, licznymi zmianami), to powinien być najzwyczajniej zamknięta. Trudno sobie wyobrazić szpital bez sali operacyjnej. A może jednak należałoby się pogodzić z takimi sytuacjami?

Wybudowanie metra kwadratowego bloku operacyjnego wraz z wyposażeniem kosztuje co najmniej 10 tysięcy złotych. To niemało...

– Śmiem wątpić, czy wszystkie szpitale mają modernizować bloki, dostosowywać je do norm unijnych tylko dlatego, że można pozyskać na ten cel unijne pieniądze – przyznaje Witold Ponikło, inżynier kliniczny Zakładu Informacji Naukowej Instytutu Zdrowia Publicznego oraz zastępca dyrektora ds. infrastruktury i techniki medycznej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. L. Rydygiera również w Krakowie.

Szpital, to sklep całodobowy
Jeśli bowiem w niewielkim szpitalu wydaje się grubo ponad milion złotych na najmniejszy blok (powierzchnia sali operacyjnej plus circa trzykrotna powierzchnia otoczenia), to czy wcześniej dyrektor jednostki zastanawiał się, czy inwestycja będzie optymalnie wykorzystana?

– Nie sądzę, by taki wydatek – w sytuacji, gdy dziennie w danym szpitalu wykonuje się dwie albo trzy operacje – był uzasadniony. Jestem przekonany, że takiej decyzji nie podjęto by, gdyby dany szpital był spółką prawa handlowego. Co innego w SP ZOZ. Panuje przekonanie, że skoro dają – w domyśle z funduszy unijnych – to nierozważnym byłoby nieskorzystanie z takiej okazji. Tymczasem, wbrew pozorom, jest odwrotnie. Zapomina się, że na utrzymanie bloku operacyjnego Unia Europejska już nie łoży!

To szeroko rozumiane państwo, a wąsko – pacjenci w skali makro finansują milionami inną systemową przypadłość. Tak bowiem, jak przyjęło się, że szpital bez sali operacyjnej nie może być szpitalem; tak uważa się, że owe sale powinny funkcjonować przez całą dobę, na okrągło.

– Bloki operacyjne trzeba wpisać w potrzeby epidemiologiczne występujące na danym obszarze. Winno być tak, że mamy szpitale, w których bloki funkcjonują w określonych godzinach i takie, które oferują kompleksową usługę w sytuacjach nagłych, bez względu na porę dnia i godzinę. Taki system obowiązuje choćby w Wielkiej Brytanii, jest uzasadniony ekonomicznie i sprawdza się. Dlaczego tak nie miałoby być w Polsce? – pyta dyrektor Ponikło.

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z MEDYCYNĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekzdrowia.pl prosto na Twój e-mail

Rynekzdrowia.pl: polub nas na Facebooku

Rynekzdrowia.pl: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Zdrowia na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

POLECAMY W PORTALACH