To oznacza, że nieprawdą okazuje się sprawa uwzględnienia uwag środowiska w ramach konsultacji. Konsultant został zaproszony i brał udział w rozmowach, ale niewiele z tego co mówił, znalazło odzwierciedlenie w zarządzeniu.
Lepsi i gorsi
Zdaniem naszych rozmówców, zarządzenie w tej postaci jest dla oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii krzywdzące. Błędem jest brak płacenia za dwie pierwsze doby czy rozliczanie pierwszej i ostatniej jako jednej.
- Jeśli chodzi o koszty, nie ma znaczenia, czy pacjent leżał na OIT 24 godziny czy 14. Liczą się czynności, które zostały wykonane, materiały, które zostały zużyte, czas pracy specjalistów, bo za tym idą konkretne pieniądze - mówią specjaliści.
Tadeusz Nowosad, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w Szpitalu Wojewódzkim w Rzeszowie, przypominając niską wycenę usług intensywnej terapii, zwraca uwagę, że włączenie ich do zabiegów operacyjnych, różnicuje poszczególne oddziały.
- Każdy z dyrektorów szpitala patrzy na swój zakład poprzez poszczególne oddziały. Są takie, które przynoszą zyski. A my nie mamy nawet wyszczególnienia wartości naszego działania – nie ukrywa goryczy ordynator, przypominając, że wszelkie założenia europejskie o statusie szpitali polegają na tym, że na drugim miejscu po dyrektorze jest OIT.
Innym kuriozum jest sytuacja, gdy pacjent przyjęty na intensywną terapię, wymaga szybkiej interwencji np. chirurgicznej albo neurochirurgicznej w czasie pobytu na OIT. Za dobę pobytu na oddziale intensywnej terapii, kiedy zabieg był wykonany, Fundusz nie zapłaci.
- To szczególnie istotne w pierwszej lub drugiej dobie pobytu chorego na OIT, kiedy jest do zdobycia stosunkowo dużo punktów. Na ogół bywa tak, że te operacje są wykonywane w początkowym okresie, a nie na końcu pobytu na OIT – dodaje kierownik Piwowarczyk.
Lubelskie: ile kosztuje leczenie chorych na raka?